Hania
Ania Nowak
To wręcz idealny moment na wprowadzanie takich filmów. Opowieści wigilijne zawsze przecież zarobią pieniądze. U Kamińskiego mamy bardzo dobre zdjęcia (niespodzianka!), niezłą grę aktorską i bardzo przyjemną muzykę. Szkoda tylko, że scenariusz jest kiepski a miejscami graniczy z absurdem infantylizmu.
Janusz Kamiński już dawno ogłaszał światu, że chciałby zająć się reżyserskim fachem. Kiedy osiągnęło się już statut międzynarodowej gwiazdy swojego fachu a na koncie pozostają dwa Oskary, niczym dziwnym nie jest fakt, że reżyser chciał czegoś więcej. W 2001 roku powstał więc w Stanach Zjednoczonych horror Stracone Dusze, przyjęty przez krytyków raczej z chłodem. Satanistyczna opowieść z Winoną Ryder w roli głównej nie znalazła masowych odbiorców i zniknęła w famie skandalu jaki Ryder zapewniła brukowcom powszechnie kradnąc w sklepach. Kamiński stawiał jednak swe kroki dalej. Na 2007 rok datowane są dwie jego premiery reżyserskie: film White Rose oraz właśnie Hania.
W ramach kręcenia polskiego akcentu filmowego Kamiński postanowił zaadaptować scenariusz napisany ręką Andrzeja Gołdy, znanego przede wszystkim jako scenarzysty naszego rodzimego Na Dobre i na Złe. I to był przysłowiowy gwóźdź do trumny filmu. Ten scenariusz niestety położył cały film, bo ani aktorzy, ani piękne zdjęcia ani przyzwoita reżyseria nie są w stanie ożywić dzieła marnego i graniczącego z infantylizmem.
To taka bardzo schematyczna opowiastka wigilijna. Podobno o odnajdywaniu sensu życia. On to Wojtek, ona Ola. Na co dzień kochający, niespecjalnie jednak zgrani. Kiedy ona postanawia przyjąć na święta chłopca z domu dziecka, on buntuje się i obraża. Ten jednak chłopiec zmienia sens ich życia, bo podczas krótkiego czasu jaki z nimi spędza, ich (a w szczególności jego) poglądy zmieniają się o 180 stopni.
I wszystko pięknie. Gdyby nie te infantylne dialogi... i ten scenariusz, który jest jednak poniżej krytyki. To taki zlepek scen, bez specjalnego motywu, połączonych jedynie mało rozwiniętymi tekstami, od których słyszenia niejednokrotnie jeży się głos na głowie. "Już dawno umarłabym gdyby nie moja kotka" (...) " - Czy będę dobrą matka? - Odstawiłaś pigułki?" (...) "życzę pani, żeby się pani nie bała, że zostanie sama" wypowiedziane ustami 10latka - to jedynie przykład absurdów piętrzących się w 108 minutach filmu. I niestety nie rekompensuje tego bardzo dobra gra Agnieszki Grochowskiej i Łukasza Simlata (w szczególności jego) bo nawet bardzo dobrzy aktorzy nie zrobią z beznadziejnego scenariusza cudu. Nie pomogą nawet piękne zdjęcia Janusza Kamińskiego, rewelacyjna scenografia i bardzo przyjemna dla ucha muzyka. Jest źle. Śmiejemy się często, niestety z nonsensów filmowych. Bardzo to szkoda. Szkoda Kamińskiego, bo po prostu źle wybrał. Oby następnym razem udało się lepiej.