Smaki miłości
Ania Nowak
To taki film typowo gadany, stąd też nie dla wszystkich. Ciekawy w kompozycji, nieźle zagrany ale na pewno nie wybitny. Jeden z wielu. Ot taka mała przyjemność na grudniowe popołudnia. Trochę do śmiechu, trochę do popłakania. Bardzo przyjemna.
Dla tych przekonanych o tym, że Smaki Miłości to komedia od razu mówię, że nie ma w tym ani krzty prawdy. Gatunkowo to chyba najbardziej dramat. O miłości. We wszystkich jej wymiarach. Miłości silnej i wiernej, nowej i tej wieloletniej. Mamy tutaj miłość dojrzałą i doświadczoną, pierwszą i niewinną, jednak równie mocną, miłość kobiety z kobietą i człowieka ze zwierzęciem. Mamy całą gamę pozytywnych i negatywnych uczuć, wszystkich jednak prawdziwych i niepowtarzalnych. Mamy mężczyznę którego opuściła druga już żona, mamy takiego co kocha od lat wielu, mamy wreszcie młodego, który rozumie, że kobieta jaką właśnie zobaczył będzie jego jedyną...
Przy takich rodzajach filmu najważniejsi zawsze okazują się być aktorzy. Przy minimalnym użyciu zdjęć, plenerów i efektów wizualnych to właśnie oni muszą stworzyć tło i wiarygodną historię. I trudno odmówić faktu, że im się to udaje. Benton (tak, ten od Sprawy Kramerów) ma do dramatycznych postaci dobre oko. I dobrze dobiera aktorów. Spajający całą historię Morgan Freeman jest jak zawsze w swoim żywiole, a patrzeć na niego to zawsze strawa dla kinowego oka. Osobiście bardzo w roli Chloe podobała mi się też Alexa Davalos, subtelna i wzruszająca w granej przez aktorkę postaci.
A że bywa w tym filmie banalnie? Cóż, nie wszystkie historie muszą być wyrafinowane i jedyne w swoim rodzaju. To taki ludzki film, wielo wątkowy, bardzo smacznie podany. Nie wszystkim przypadnie do gustu, ale czy cokolwiek zdołało to zrobić. Kobietom gwarantuję łezkę wzruszenia. Potrzebne będą chusteczki. Mężczyźni niech trzymają się dzielnie. Wielu z nich nie da rady powstrzymać się przed melancholijnym rozrzewnieniem.