Wszystko, czego pragniemy...
Małgorzata Kobus
Początek roku to dla mnie zawsze czas refleksyjnych podsumowań minionych właśnie dwunastu miesięcy oraz mocnych przyrzeczeń na przyszłość. Zazwyczaj robiłam Listę postanowień na Nowy Rok, które potem dumnie wisiały na lustrze tak, że przeglądając się w nim co dzień, weryfikowałam przy okazji, co jeszcze zostało do zrobienia. Były to zazwyczaj rzeczy realne do wykonania, jednak takie, do których musiałam się przyłożyć.
Teraz jednak, po raz drugi już nie zrobiłam Listy. Siostra powiedziała mi, że jak się czegoś bardzo pragnie to z pewnością uda się tę rzecz zrealizować. Tak więc postanowiłam wziąć głęboko do serca moje marzenia i dołożyć wszelkich starań, by stały się faktem. Let my dreams come true... To chyba najbardziej popularny slogan, który słyszymy w co drugiej anglojęzycznej piosence ...all I want for Christmas is you... O przepraszam, Święta już za nami.
Ale to właśnie o spełnienie marzeń mi chodzi.
Chcemy być zdrowi. I te życzenia właśnie słyszymy i składamy komuś najczęściej. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawy z ich wagi. Tak jest póki coś złego nie przydarzy się nam lub naszym bliskim. Moja Mama powiedziała ostatnio ważne zdanie: chleb z solą jeść, ale zdrowym być. Ta refleksja przyszła w momencie, gdy zetknęłyśmy się z nieszczęściem choroby znajomej osoby. Myśląc o tym, wiem jak głębokie znaczenie ma sens tych słów.
Chcemy być szczęśliwi. Każdy marzy o szczęściu, choć dla każdego ma ono inny wymiar. Wymiar często ulotny, sprowadzony do stanu ducha, a nie do chęci posiadania. Mam nowy samochód - jestem szczęśliwa. Mam wspaniałych przyjaciół - szczęście ogromne. Czymkolwiek ono by jednak nie było to niech wywołuje uśmiech na naszych twarzach.
Jedna z Przyjaciółek napisała do mnie niedawno mail, który wywołał we mnie to ulotne właśnie, ledwo uchwytne uczucie. Przeczytałam: Tęsknie za Tobą i ściskam Cię najmocniej jak potrafię. Na samo wyobrażenie o tym płyną mi łzy. Jesteś mi tak bliska. Jesteś czasem dla mnie jedyna podporą w życiu. Dziękuję Ci. Jakbym straciła jeszcze Ciebie, nie miałabym już niczego. Świadomość uszczęśliwiania choćby samą tylko obecnością to wielkie szczęście.
Chcemy, by nam się wiodło, chcemy "wszelkiej pomyślności". Znam takich, którym wiedzie się świetnie, choć musieli na to bardzo ciężko pracować. Paradoksem jest jednak, że często mając coś materialnego, ciężko znaleźć lub - jak kto woli - łatwo zgubić uczucie, miłość, zrozumienie.
Przykład? Pewien Chłopak, gdy był mały, musiał spać w jednym łóżku w dwoma braćmi. Jako najmłodszy spał w "trzecim rzędzie". Jak spadł, to było po Nim. Ale On miał pasję, był ambitny i niezwykle pracowity. Do tego miał talent. Pięknie na tym wyszedł i aż miło czyta się o Nim w wirtualnych encyklopediach. Teraz ma dobrą pozycję w swoim środowisku, jest szanowany, lubiany i podziwiany. To co robił kosztowało Go dużo zdrowia, ale i tak to kocha. Mimo popularności zachowuje dystans i pokorę. Zastanawia mnie jednak czy za to wszystko nie zapłacił dużo większej ceny - czy nie utracił czegoś/kogoś ważnego dla Niego. Nie w sensie dosłownym, a mentalnym bardziej... Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zbyt często c o ś jest kosztem c z e g o ś.
Myślę o minionym roku z rezerwą. Nie jestem pewna jeszcze na którą stronę przechyli się szala korzyści i strat. Myślę o tym, co było dobre i staram się nie pamiętać rzeczy przykrych, podążając za słowami Paulo Coelho: Jeśli przyszłość Cię nie zadawala, zapomnij o niej. Wymyśl sobie inną historię życia i uwierz w nią. Pamiętaj tylko te chwile, kiedy udało Ci się dopiąć celu. Poczujesz siłę, by osiągnąć to, czego pragniesz.*
Wspominam więc chwile warte wspominania. Takie, kiedy na moich oczach działy się rzeczy ważne, przełomowe wręcz - zarówno w życiu osobistym, jak i publicznym. Ślub mojej Siostry - wydarzenie numer jeden, przeplata się z innym, równie ważnym, a mianowicie z donośnym głosem demokracji, jakim były liczne głosy w urnach.
Poznałam kliku wspaniałych ludzi, a pewien świetny Chłopak pozwolił mi spojrzeć na siebie i swoje życie inaczej (mniej krytycznie?); umocniłam przyjaźnie, zerwałam złe kontakty, dzięki czemu mam czas pielęgnować znajomości ważne i wartościowe; w pracy zawodowej odczułam satysfakcję, a dzięki nauce, własnym staraniom i życzliwym ludziom, mogłam zacząć realizować się w innych dziedzinach i rozwijać swoje pasje. Podróżowałam.
Chciałabym w Nowym Roku życzyć sobie i wszystkim, którzy to czytają zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności:
byśmy nigdy nie doświadczyli, ani nie musieli oglądać w oczach naszych bliskich cierpienia spowodowanego chorobą. A gdyby tak się stało, obyśmy mieli siłę, by walczyć i odwagę, by wierzyć;
byśmy dawali poczucie szczęścia innym i sami mieli świadomość szczęścia. Do tego naprawdę niewiele trzeba. Jednocześnie dygresja osobista - obyśmy nie musieli czytać maili od osób nieszczęśliwych;
by nam się wiodło i byśmy potrafili cieszyć się z pomyślności bliźniego. Byśmy nie zapominali, że przez ciężką pracą oraz pielęgnując swoje marzenia i pasje, jesteśmy w stanie osiągnąć bardzo wiele. A gdy wszystko już osiągniemy, obyśmy mieli przy swoim boku kogoś, z kim możemy się tym podzielić...
A na koniec życzę miłości. Tej czystej i prostej w formie; prawdziwej. Tej nie okupionej łzami, nie naznaczonej zazdrością, kłamstwem i złymi słowami. Bo gdy kochamy, wszystko wydaje się bardziej zrozumiałe.*
* Życie. Myśli zebrane, Paulo Coelho