Tess Gerritsen "A call after midnight"
Marta Czabała
Moje uwielbienie dla Tess Gerritsen sięgnęło już chyba zenitu a kolejne teksty układają się w swoisty cykl. Łatwo posądzić mnie o stronniczość ale cóż, prawo dziennikarza. Książki pisarki to po prostu seria bardzo, bardzo dobrych kryminałów. Napisanych najlepszym pisarskim piórem. Gratka dla miłośników gatunku.
Gerritsen nie daje się łatwo zaszufladkować. Kiedy już zaczęto posądzać ją o kopiowania Robina Cooka (jest znacznie, znacznie lepsza) wypuściła na rynek kryminał stworzony na podszewce kanwy szpiegowskiej, wielobarwnej i wciągającej. Zupełnie niepodobny do jej poprzednich publikacji, co jednak nie znaczy, że autorka zaniżyła poziom. Nie zaniżyła. Ani o milimetr.
Tym razem autorka wkroczyła z akcją na teren międzynarodowy. Sarah, młoda amerykańska kobieta otrzymuje z Berlina wiadomość o śmierci męża. Jest w szoku, zwłaszcza że małżonek zgłaszał pobyt w Londynie. Okazuje się zresztą, że nie ona jedna ma pytania. Prawdziwą tożsamość Geoffreya chce także rozpracować pracownik amerykańskich służb dyplomatycznych Nick O'Hara. I to właśnie ci dwoje znajdą swoje miejsce w Europie, będąc celem nie tylko CIA ale także Mossadu i bardzo niebezpiecznej szajki bandytów z morderczym Kronenem na czele.
Jest w tej książce wszystko, co powinno znaleźć się w powieści sensacyjno - kryminalnej. Jest niezły, bardzo wartko prowadzony wątek, są mocno i niezmiernie ciekawie zarysowane postaci. Książka wciąga od samego początku a my - z emocjami na ustach - wędrujemy z bohaterami w poszukiwaniu rozwiązania. Być może to ostatnie mogłoby być lepsze, ale przy konstruowaniu opowieści bardziej sensacyjnej niż kryminalnej trudno jest o lepsze. Gerritsen wie co robi, wykorzystuje swoją rozległą wiedzę i wie jak napisać to czego chce. Efektem jest kolejna rewelacyjna powieść. Chylę czoła. Zresztą zaczęłam czytać już następną.