Zgon na pogrzebie
Marta Czabała
W przeciwieństwie do Amerykanów, Brytyjczycy nie przekroczyli w swoich komediach ostatecznych granic dobrego smaku. Fakt, można ten specyficzny humor lubić, lub go nienawidzić, komedie brytyjskie utrzymują jednak wyśrubowane standardy. Dlatego też - jeśli już czarny humor brytyjski lubimy - każda wyprawa do kina zakończy się komediowym sukcesem.
Mimo iż za produkcją stoją tutaj Brytyjczycy, Amerykanie i (!) Niemcy, Zgon na Pogrzebie można bez wahania zaklasyfikować do typowych tworów brytyjskich. Recenzenci światowi już porównują film Franka Oza do klasyki gatunku, czyli Czterech Weseli i Pogrzebu. U Oza brakuje tylko ślubów, bo śmierć mamy a sama stypa jest imponująca.
Owym umarłym jest senior rodu, na którego pochówek zjeżdżają się kolejne pokolenia krewnych. Jest rodzina, są znajomi, jedni z drugimi nie koniecznie muszą zaś znajdywać wspólny język. Wedle przysłowia "Z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu", nagle na jaw wychodzą stare sprawy, odgrzebane urazy a wszyscy nie do końca dobrze czują się w swoim towarzystwie. Szczytem emocji okazuje się zaś przybycie kolegi zmarłego, który uparcie twierdzi, że z denatem łączyło go znacznie więcej niż przyjaźń...
Na szczęście dla filmu, w produkcji Amerykanie nie mieli tutaj wiele do powiedzenia. Poza jednym, bardzo amerykańskim i urągającym ludzkiej godności dowcipem (fekalia, a jakże) wszystko pozostaje w normie, w granicach ustawowego brytyjskiego humoru. Główni twórcy jak i sami aktorzy to niemalże w całości Brytyjczycy, za co nam widzom pozostaje tylko dziękować. Dziękujemy też za ciekawy i miejscami bardzo śmieszny scenariusz (drugi scenariusz w życiu Deana Craiga) i za sprawną rękę reżysera. To sztuka zrobić ciekawy i śmieszny film, z ograniczoną ilością postaci i niemalże w zamkniętych plenerach. A na dodatek wybrać aktorów, którzy jeszcze się nam nie opatrzyli, takich, którzy doskonale nadają się do swojej roli. Wielkie brawa dla uroczego w swojej roli (Amerykana z pięknym brytyjskim akcentem) Alana Tudyka oraz Matthew Macfadyena, bo to na nich dwóch jest przede wszystkim miło popatrzeć. A śmiech przyjdzie już sam, niekontrolowany, miejscami głośniejszy niż by wypadało. Dla wielbicieli humoru brytyjskiego gratka. Oby tak dalej.