Lustra
Małgorzata Doboszyńska
Amerykańsko - rumuński remake koreańskiego horroru, z Francuzem za kamerą reżysera. Z tej swoistej różnorodności powstał film niezły chociaż krwawy, akurat dla miłośników gatunku, przyzwoity dla innych kinomanów, z rewelacyjną sceną końcową, taką co przejdzie do historii kina.
Ben Carson (Kiefer Sutherland) w wyniku życiowych zawirowań (zastrzelenie policjanta i zawieszenie w pracy) musi szukać dodatkowego źródła zarobku, na utrzymanie siebie i rodziny. Ta ostatnia nie jest zresztą w stanie wytrzymać jego zachowania i nadużywania alkoholu, odchodzi od niego żona, jest też niechętna aby widywał dwójkę ich wspólnych dzieci. Ben pomieszkuje u siostry w nowej pracy widzi zaś szansę na wyjście na prostą, chce wrócić do służby policji i na rodzinne łono. Jego codziennym zawodowym zadaniem staje się nocne patrolowanie zniszczonego pożarem centrum handlowego, ruiny pełnej luster, niespecjalnie przyjaznej, pełnej duchów przeszłości. W sensie zresztą dosłownym bo Ben szybko orientuje się, iż za lustrami w centrum kryje się zło, atakujące przez wszystkie powierzchnie gdzie tylko znaleźć można jakiekolwiek odbicie.
Nie oglądałam oryginału, co do remaku też miałam zupełnie inne oczekiwania. Niemniej jednak jestem w stanie docenić film Alexandre Aja za kilka rzeczy, czyniących go wartym oglądania. Świetna jest, stworzona przez cały zespół scenografia, centrum handlowe straszy scenerią, kolorami czy samym, pozornie zwykłym załamaniem światła. Fajnie, że takie efekty można osiągnąć tak minimalnym nakładem pieniędzy i efektów specjalnych.
Dobry jest Kiefer Sutherland, rzadko widywany na dużym ekranie, przekonujący, nawet w scenach czystej i bardzo krwawej miazgi. Miejscami trochę zbyt podobny do swojej postaci Jacka Bauera (dobre oko wypatrzy nawet odniesienie do tej postaci), dalej jednak pokazuje, że nie jest aktorem przeciętnym ale bardzo, bardzo przyzwoitym.
Wreszcie, świetna, lepsza niż cały film jest końcowa scena, bez wątpienia warta aby przez całą krwawą jatkę dobrnąć do końca. Tak dobrej sceny nie było w kinie od czasów Szóstego Zmysłu, wbija w siedzenie i pozostaje na długi czas niezapomniana. Bardziej zresztą niż cały film, bo ten - odejmując wszystkie te "dobre" rzeczy, jest w gruncie rzeczy krwawą, bezmózgą jatką rozrywanych ciał, bezsensownych i obrzydliwych scen, gdzie najbardziej wytrwali też niejednokrotnie zamkną oczy. Przyznać trzeba, że trzyma to napięcie i ładnie prowadzi do finału, po drodze jednak zdarzyć się mogą wydarzenia traumatyczne i aż nazbyt realistyczne. Wolę uprzedzić od razu. Bywa naprawdę obrzydliwie.