Cztery Gwiazdki
Marta Czabała
Jakie przyjemne zaskoczenie! To na szczęście nie kolejna, często zbyt szmatława produkcja filmowa z dowcipami urągającymi godności ludzkiej. To naprawdę godna uwagi propozycja kinowa na święta, a przede wszystkim świetnie zagrana i naprawdę śmieszna komedia. Miło jest się tak mylić w osądach.
"Moje dzieciństwo przypominało film Skazani na Shawshank", oświadcza ukochanej główny bohater filmu Setha Gordona. Zasadzie "z rodziną najlepiej na zdjęciach" hołdują oboje i Brad (Vince Vaughn) i Kate (Reese Witherspoon), uporczywie stroniący od swoich najbliższych. Kiedy przychodzą święta, zamiast udawać się z tradycyjną wizytą, oboje uciekają na egzotyczne wakacje, wcisnąwszy rodzinie łzawą historię o działalności charytatywnej w krajach trzeciego świata. Wszystko jednak do czasu, bo kiedy nagle wyda się, iż są w mieście, będą w jeden dzień musieli odwiedzić swoje rodziny. Nie jest zaś tego mało bo wizyta planowana jest u jego ojca, jej matki, jego matki i jej ojca. Rodzinka zaś... cóż, bywa daleka od oczekiwań.
Oczekiwania miałam mizerne, a poszłam przede wszystkim z potrzeby rozrywki i z racji grudniowej posuchy w kinach. Słowo honoru, że wyszłam w pełni usatysfakcjonowana. Abstrahując od mało oryginalnego pomysłu i sprawdzonego świątecznego klimatu, film Setha Gordona ma przede wszystkim świetnie napisany scenariusz, autentycznie i prawdziwie śmieszny, co w takich filmach zdarza się niemalże raz na tysiąclecia. Śmiać może się każdy, kto kiedykolwiek miał ciężkie święta, kto jest w związku, kto na małe dziecko, komu wydaje się, iż nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom rodziny. Przez większość filmu wszystko jest podawane w lekkiej i nie nachalnej formie, co dodaje całość jedynie uroku. I kilku moich dobrych słów.
Być może szkoda, iż reżyser zrobił jednak ukłon w stronę nastoletniej publiczności, zostawiając w filmie kilka scen rodem z nieśmiertelnego już chyba American Pie. Bez problemu mogłabym się obejść bez wymiotów, upadków czy też dosłownej masakry Brada przez braci. Wedle maksymy "nie można mieć wszystkiego" pozwolę sobie jednak spuścić na to literacką zasłonę milczenia, ciesząc się raczej ze świetnie dobranej w filmie obsady. Pominę dwójkę głównych bohaterów, znacznie bardziej warta uwagi jest obsada drugoplanowa, dawno nie widziany Robert Duvall, fenomenalna Sissy Spacek i bardzo przyjemna grą aktorską Mary Steenburgen. Wielbiciele muzyki country niech także ostrzą filmowe zęby na prześmiesznego Tima McGraw.
Całość naprawdę napawa optymizmem i wiarą, że świąteczna komedia to gatunek jeszcze nie do końca stracony. Może być i śmiesznie i przyzwoicie, nawet jeśli nie oryginalnie. Trudno tutaj nie przyznać, iż w gruncie rzeczy całość tchnie raczej moralizatorskim tonem, propagującym wartości czysto tradycyjne. W święta tak przecież bywa. Kiedy jednak wszystko zapakowane jest w tak interesujący i miejscami autentycznie śmieszny sposób wybaczyć można dużo, także czasami zbyt kiepskie gagi i mocno przewidywalny koniec. Nawet dorosły wyjdzie w pełni usatysfakcjonowany.