Stephenie Meyer "Zmierzch"
Marta Czabała
On dobry wampir, ona zakochana w nim nastolatka. Wszystko zaś w środowisku małego amerykańskiego miasteczka i typowej prowincji. To dobra lektura, typowa dla nastolatków, chociaż i dorosły czytelnik może mieć z czytania przyjemność. Mimo iż powtarzalne, na pewno odnajdzie niejednego miłośnika. Szykuje się wieloodcinkowa saga książek.
Tytuł oryginału: Twilight
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie, Listopad 2008
Seria: Zmierzch
ISBN: 978-83-245-8817-6
Liczba stron: 416
Wymiary: 140 x 220 mm
Tłumaczenie: Joanna Urban
Cena: 29,90zł
Jak głoszą wieści zza oceanu, na wieść o ekranizacji książki Stephenie Meyer fanów ogarnęła euforia. Już na wiele dni przed premierą, do kinowych kas ustawiały się kolejki a wielbiciele serii nocowali na chodnikach. Wszystko dla biletu i dla pierwszeństwa zobaczenia na dużym ekranie początku przygód Edwarda i Belli. Cóż, nie takie rzeczy w Ameryce widzieliśmy i nie przy jednym filmie. To jeszcze nie świadczy o jego jakości.
Do nas książka dotarła niedawno, zresztą bez specjalnych zabiegów promocyjnych. Ot kolejna powieść na półce. Sama ekranizacja doczekała się ciut większej promocji, chociaż do wejścia filmu do kin pozostało nam jeszcze kilka tygodni. Pozostawmy PRowcom jeszcze trochę pola do popisu. Na razie mamy książkę. Przyzwoitą chociaż miejscami zbyt rozciągniętą.
Od razu widać, że to będzie saga, tylko bowiem w wielo książkowych opowieściach możemy pozwolić sobie na kilkusetstronicowe wstępy i zarysowywanie akcji. Dokładnie tak jest i tutaj. Meyer przedstawia swoją historię, zarysowuje bohaterów, sama zaś akcja tak naprawdę rozpoczyna się gdzieś na 250 stronie. Do tego czasu poznajemy Bellę, narratorkę całej historii, 17letnią córkę komendanta policji w maleńkiej amerykańskiej miejscowości Forks. Bella przeprowadza się do ojca, kiedy jej matka wychodzi drugi raz za mąż, nowa praca męża wymaga zaś częstych podróży. Już pierwszego dnia w szkole uwagę Belli zwraca miejscowa rodzina Cullenów, niemalże nieziemsko pięknych, trzymanych przez resztę miejscowych na dystans. W szczególności Edward Cullen, kolega ze szkoły zdaje się przyciągać Bellę, zresztą z wzajemnością. Już wkrótce dowie się ona, iż chłopak daleki jest od zwykłego nastolatka, na świecie istnieje od kilku dekad a przebywanie w jego towarzystwie będzie niejednokrotnie grozić Belli śmiercią. Kiedy jednak odnalazło się swoją bratnią duszę trzeba iść z nią ramię w ramię, nawet jeśli ukochany jest wampirem.
Kto oglądał Buffy, Pogromcę Wampirów odnajdzie w związku ona człowiek - on wampir niejedno podobieństwo. Porównanie bez wątpienia wypada na korzyść Buffy, chociaż to w gruncie rzeczy ten sam rodzaj filmu/lektury - lekki, nie zobowiązujący do specjalnego skupienia, jednocześnie dający przyjemność w czytaniu/oglądaniu. Przede wszystkim zaś napisany z dużym humorem i przymrużeniem oka. Przygody Belli i Edwarda czyta się szybciutko, lekko, kilkaset stron mija niemalże w oka mgnieniu. Meyers prezentuje n-tą, kolejną już teorię co do wampirów, na pewno nie oryginalną, lekko infantylną chociaż w gruncie rzeczy znośną dla większości czytelników. Wszystko już było, nie znaczy to jednak, że kolejny raz nie odnajdziemy we wszystkim przyjemności.
To na pewno książka dla młodego czytelnika. Dorosłych mogą zmęczyć niektóre, troszkę infantylne teksty w ustach powieściowych bohaterów, w szczególności odniesienia Belli do urody Edwarda. Z powtarzającymi się metaforami, i odniesieniami do młodego Boga, troszkę tchnie to Harlequinami, znośnymi w wieku lat kilkunastu, niespecjalnie później. Ale cóż, wiek stawia swoje wymagania a i te teksty można wybaczyć. W całości bowiem jest to książka co najmniej przyzwoita, ciekawa i zachęcająca do przeczytania kolejnych części sagi. Ja drugą już zaczęłam.
P.S. Do tłumaczki książki mam jedną uwagą. Phoenix naprawdę nie jest w Teksasie. Zapraszam do atlasu.