Riccardo Orizio
"Zaginione białe plemiona. Podróż w poszukiwaniu zapomnianych mniejszości"
M. Rachwald
Ich biali przodkowie kilkaset lat temu dotarli z Europy na Jamajkę, Cejlon, do Afryki, na Haiti. Jako kolonizatorzy, by współtworzyć imperium, lub na skutek dziwnego splotu wypadków. Po historycznych i politycznych zmianach pozostawali w tych egzotycznych miejscach - czasem dlatego, że po prostu nie mieli wyboru. Różnią się od innych miejscowych populacji - odcieniem skóry, oczu, językiem, zwyczajami. Nie mogą ani trwać, ani się zasymilować. Być może reportaże Włocha, Riccardo Orizio, to jedno z ostatnich świadectw trwania tych społeczności.
Wydawnictwo: Czarne , Listopad 2009
Seria: Reportaż
ISBN: 978-83-7536-136-0
Wymiary: 125 x 195 mm
Cena: 34,90zł
Riccardo Orizio skrupulatnie opisuje sześć białych plemion. Dramatycznie ubodzy potomkowie Polaków egzystujący na Haiti, Niemcy z własną wioską na Jamajce, prapraprawnukowie Holendrów i Niemców, czyli Basterowie żyjący w Namibii, amerykańscy Konfederaci w Brazylii, Burgowie (tym razem to mieszanka holendersko-angielska) wspominający świetną przeszłość na Cejlonie, Francuzi na Gwadelupie. Dla białych - kolorowi, bo przecież ich przodkowie zawierali związki z lokalną ludnością i choć wielu z nich wygląda jak Europejczycy, to już przecież dawno nimi nie są. Dla miejscowych - biali, Mulaci, Metysi, inni. Nigdzie nie pasują. Jest ich za mało, są zbyt ubodzy, zbyt inni, żeby te zdumiewające plemiona mogły się rozwijać.
Riccardo Orizio sięga do historii, tłumaczy, jak i kiedy biali przybysze zamienili się w miejscowych, choć zawsze obcych. To historia wojen i kolonializmu. Rozmawia z ludźmi, starszymi, młodszymi. Szuka ich siedzib i wiosek. Jaka była ich przeszłość, jak wygląda ich teraźniejszość? Raczej smutno.
Szczególnie ponury jest rozdział poświęcony Polakom na Haiti - potomkowie polskich żołnierzy żyją w skrajnej nędzy, nie znają ani słowa po polsku, a dawna ojczyzna urasta do roli mitycznej krainy, gdzie nadal czekają na nich rodziny. Jednocześnie jest to rozdział nieco irytujący, bo padają tam takie określenia jak "słowiańska melancholia"; autor rzuca też mimochodem, że wszystkie dziewczynki w Europie Wschodniej (!) mają spiczaste noski. Snuje też dosyć luźne rozważania na temat Polaka, który w latach 80. zabrał ze sobą jednego z miejscowych do Polski - na szczęście z przypisu dowiadujemy się, kim był; i jest to o wiele ciekawsze niż przypuszczenia autora.
Mimo niewielkich zastrzeżeń książka Orizio jest skarbnicą informacji, fascynującą antropologiczną podróżą po historii, a jednocześnie zapisem bardzo osobistym, pokazującym nadzieje i tęsknoty ludzi. Warto? No pewnie, że warto.