Elizabeth - Złoty Wiek
Ania Nowak
Niestety słabszy niż część pierwsza ale tego można się było przecież spodziewać. Film Kapura sprzed dekady wyznaczył poziom, jakiemu trudno by dorównać. W kontynuacji opowieści nie jest już tak magicznie i ciekawie. Warte obejrzenia pozostają jednak fenomenalna Cate Blanchett, zdjęcia i bardzo przyjemna dla ucha muzyka.
Historia Elżbiety I zawsze stanowiła ciekawy temat do filmów i sztuk teatralnych. Sama królowa zapisała się przecież w historii jako fenomenalna przywódczyni. Była bodajże najczęstszym historycznym motywem dla filmów i sztuk teatralnych, bo tych przecież powstało kilkaset jeśli nie więcej.
Między nimi był też fenomenalny film Kapura. Film tak wybitny, że powstanie jego kontynuacji nie było niczym dziwnym. Taki zabieg nie raz już widzieliśmy. Nie zawsze wychodziło to reżyserom i aktorom na zdrowie. Kapurowi też nie wyszło. Na pewno jednak mu nie zaszkodziło.
Po filmie o wyborze królowej, przyszedł więc czas na film o jej panowaniu. W szczególności o wojnie z Hiszpanią i odpieraniu wysłanników brutalnej katolickiej inkwizycji. Nie ma lekko. Tym bardziej, że po drodze królowa musi jeszcze odbyć odpowiednie rytuały wyboru męża, zapanować nad swoim dworem i nagłą, bardzo nieoczekiwaną fascynacją niejakim Walterem Raleigh...
Powiedzmy sobie szczerze. To film znacznie gorszy niż pierwowzór. Brakuje tej świeżości, wizji i dobrego scenariusza. Ten ostatni jest zawieszony gdzieś pomiędzy opowieścią miłosną a filmem wojennym. Zmieszane dowolnie wątki są miejscami męczące. Zresztą sama opowieść dworska spycha wojenną na dalszy plan i jest też znacznie ciekawsza, bitwy zajmują na ekranie jedynie frakcję czasu. Wszystkie zaś superlatywy należą się z tego względu Cate Blanchett, która po raz kolejny utwierdza nas w przekonaniu, że jest aktorką fenomenalną i wszechstronną. Nie ma chyba roli, której nie mogłaby się podjąć i wyjść zwycięsko. Tutaj uwodzi swoimi emocjami i mimiką ciała, rewelacyjnie wykonując każde wyzwanie jakie stawia przed nią film. Jest bez wątpienia najlepszym elementem w całości filmowej. Aktorzy drugoplanowi - grający zresztą bardzo dobrze - są niestety jedynie jej cieniem. Geofrey Rush, czy też Abbie Cornish błyszczą talentem, tutaj jednak mogą pozostać niezauważeni.
Mam trochę za złe scenarzystom zawieszenie wątku samej wojny, który sam w sobie był historycznie niezmiernie ciekawy. Widać doskonale, że efekty budżet filmu został spożytkowany przede wszystkim na sceny we wnętrzach. Te wojenne, w szczególności bitwy na morzu, wypadają niezmiernie słabo. Szkoda. Można było dołożyć parę milionów i zrobić film z rozmachem, godnym takiego tematu. No ale cóż, Kapur nie jest jednak mistrzem plenerów, jest jednak fenomenalnym artystą wnętrz, a to już prawdziwy talent. Mało jest takich co umieją zrobić jedno i drugie. I kiedy patrzę na klimat jaki tworzy w elżbietańskim zamku, wybaczam wszystkie niedociągnięcia w terenie. Takie filmy jednak zapadają w pamięć.