Jestem legendą
Małgorzata Doboszyńska
Będzie wielu rozczarowanych. W szczególności tych, którzy - znając Willa Smitha - nastawią się na wizjonerską przepowiednię przyszłości z tym, który ma ocalić świat. Radzę poszukać dalszych informacji. W szczególności takich co mówią, że ten film to adaptacja brutalnego i krwawego komiksu. Takiego zdecydowanie nie dla dzieci.
Koncepcja Willa Smitha jako ostatniego człowieka na świecie jest nie dla wszystkich oszałamiająco interesująca. Smith, znany na co dzień z produkcji raczej lżejszego kalibru przyciągnie do kin swoją wierną widownię, oczekującą tego co aktor zawsze pokazuje w filmach. Obawiam się, że mogą nie spodziewać się horroru. A to jednak jest horror. Taki o samotności i o ostatnim człowieku, który tej samotności stara się przeciwstawić. Will Smith żyje sobie w Nowym Jorku, próbując wynaleźć lek na wirus zmieniający ludzi w brutalne potwory a'la zombie. Nie odnosi w tym specjalnych sukcesów, bo sam mieszka już 3 lata. Niespecjalnie ma więc perspektywy na polepszenie własnego losu. Niemniej jednak próbuje a po drodze zmaga się z tym, żeby nie zwariować.
Jak to w adaptacjach komiksu bywa, nie mamy tutaj specjalnego. Zdecydowany przerost formy nad treścią i znacznie lepszy trailer niż sam film. Ot Will Smith prężący dumnie mięśnie, starający się zagrać rolę na miarę słynnego już monologu Toma Hanksa z bezludnej wyspy. Niestety Hanks jest tylko jeden i chociażby Smith starał się bardzo, tamtej fenomenalnej wprost roli nie da się powtórzyć. Osobiście nie wierzę w Willa Smitha jako zbawcę narodu, nie kupuję go też specjalnie w tak trudnych dla aktora rolach. Szczerze mówiąc znacznie lepszy jest towarzyszący mu pies, wstawiony do filmu jako wyciskacz łez w imię przyjaźni człowieka i zwierzęcia. Kto zna gatunek filmu i podobne produkcje, wie jak takie elementy hollywoodzkie muszą się kończyć. Dodam, że nie jest przyjemnie. Biorąc pod uwagę kwestie wizualne, to film raczej zwyczajny, przeciętny, z dużą dawka odpowiednich dla tego gatunku obrzydliwości. Niespecjalnie jest po co to oglądać a niektóre sceny są dla widza wręcz odrażające.
Wszystko to już zresztą kiedyś widzieliśmy, w tym czy innym filmie. Nawet jeśli reżyserowi marzy się nawiązanie do mrocznych produkcji typu 28 tygodni później, nie ma na to specjalnych szans. Przy tamtym filmie, Jestem Legendą pozostaje jedynie miernym naśladowcą. Takim bardzo ale to bardzo hollywoodzkim.