Traktat o rodzinie
Małgorzata Kobus
W świecie, w którym żyjemy - wygodnie, otuleni nowoczesnością płynącą masowo z Zachodu, bez trudu możemy zauważyć niespotykane dotąd przemiany zachodzące w rodzinie. Nowoczesność powoduje płynność instytucji, norm, ról społecznych oraz form życia społecznego. Powoli zaciera się ich kształt, granice. Przemianie także ulega charakter związków międzyludzkich. Dla nas, żyjących w tzw. społeczeństwie ryzyka, wchodzenie w trwałe związki generuje lęk i niepewność. Zastanawiamy się nad korzyściami takiego związku, nad ryzykiem jakie ponosimy angażując się emocjonalnie, ale też finansowo. Traktujemy często związek jak inwestycję długoterminową - chcemy z niego jak najwięcej korzyści.
Wiem, że często ludzie pozostają w związkach choć nie ma tam już uczuć, intymności oraz porozumienia, jednak ciężko im się rozstać, bo zainwestowali we wspólne mieszkanie, samochód, czy kredyt na 30 lat. Trzeba jednak pamiętać o własnym szczęściu i poczuciu bezpieczeństwa, a nie o ratach kredytu czy wspólnie urządzonym domu.
Można powiedzieć, że obecnie panuje dwugłos na temat kondycji współczesnej rodziny. Primo: istnieje opinia o kryzysie rodziny. Spowodowane jest to niską prokreacją, małżeństwami zawieranymi późno - po trzydziestce, ich nietrwałością, rozwodami, a także coraz bardziej popularnymi alternatywnymi formami życia małżeńsko-rodzinnego (związki homoseksualne). Wzrosła również liczba rodzin z jednym rodzicem tzw. monoparentalnych oraz osób "wolnych z wyboru", czyli singli (ja!).
Kilka, kilkanaście lat temu uznawana byłabym przez rodzinę za "starą pannę", dziś jednak jestem singlem lub inaczej tzw. dobrą partią. Dlaczego? Bo pracuję, kształcę się podróżuję, nieźle wyglądam, mam szerokie zainteresowania, a przede mną jest mnóstwo możliwości.
Ale jest jeszcze ciągle secundo. Bowiem są silne głosy, że rodzina ma się dobrze, że była i będzie podstawową grupą i instytucją społeczną, a jej znaczenie jest i pozostanie duże. Może związane jest to ze swoista "modą" na małżeństwa i dzieci jaka zapanowała na Zachodzie? I chyba nie tylko tam, bo sama mam znajomych, którzy chcą mieć dzieci między innymi dlatego, że większość ich rówieśników już je posiada. Pewne jest, że mimo, iż rodzina w swoim kształcie staje się coraz bardziej zróżnicowana, to jej zasadniczy trzon jest trwały, monogamiczny, heteroseksualny oraz opierający się na wychowaniu dzieci.
Dla mnie rodzina jawi się jako źródło szczęścia, spełnienia i życiowej satysfakcji. Tworząc ją, mam szansę na osobowy i społeczny rozwój, a także na zbudowanie miejsca, będącego siedliskiem najważniejszych wartości. Rodzina to miejsce, gdzie można osiągnąć stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, pomimo, iż funkcjonujemy w trudnych i niepewnych czasach. Jednak każdy z nas ma potrzebę stworzenia dobrego związku, małżeństwa, mimo świadomości ryzyka i czyhających wokół pokus.
Cynicznie zwykłam mówić, że nie znam szczęśliwego, dobrego małżeństwa. Jednak cóż tak naprawdę jest doskonałe...?