Jeszcze raz
Marta Czabała
Kolejna durna, plastikowa i do wszech miar naciągnięta pseudo produkcja. Cukierkowa wizja życia w Polsce ze scenariuszem przyprawiającym widzów o łzy rozpaczy. Jeszcze gorszy od swoich cukierkowych poprzedników z tej samej kategorii. Przed pójściem do kina radzę 10 razy się zastanowić.
Kto pozwala robić u nas takie filmy? Kto daje na nie pieniądze? Niestety znajdą się straceńcy, którzy na to "dzieło" pójdą, ale czy nie lepiej byłoby oszczędzić im nawet takiej możliwości? Czy z kolejnych porażek w stylu "Dlaczego nie!", czy "Ja wam pokażę", twórcy polskiej kinematografii nie wyciągnęli jeszcze bolesnej lekcji? Nikt się na tym filmie nie uśmieje, przynajmniej nikt kto ma więcej niż lat 12.
A ma to być komedia romantyczna. O zgrozo, że dodam. I to jeszcze dwupokoleniowa. Pokolenie starsze ma reprezentować Anna (Stenka), która w towarzystwie mrukowatego Michała (Frycz) jedzie w malownicze góry, aby tam kontemplować życie i swoją własną egzystencję, strojąc przy tym dziwne miny i wybuchając co rusz histerycznym śmiechem. W czasie kiedy ta pije na szczycie góry wino, jej córka Kasia (Antonowicz) udaje się nad morze, gdzie zresztą zawozi ją - poznany dzień wcześniej - Paweł (Cypryański), przystojny playboy, któremu - oczywiście na pierwszy rzut oka - cały rozum poszedł w urodę i dobry samochód. Jak się to zakończy wiedzą wszyscy. Jeśli jeszcze się nie domyślają trudno, nic nie stracą na niewiedzy w tym akurat zakresie.
Jestem z tego pokolenia, które w swoim czasie namiętnie oglądało Beverly Hills 90210, ekscytując się życiem mi nieznanym, kolorowym i bardzo filmowym. Jestem i byłam jednak w tym wieku, kiedy fikcja dała się odróżnić od rzeczywistości, równie ciekawej, chociaż na pewno nie takiej samej. Chyba jednak nie do wszystkich dotarło to przesłanie. Dlatego uprzejmie oświadczam, iż nie uwierzę, że polska młodzież ściga się po plażach quadami, na co dzień przesiada się w volkswageny, aby wieczorem balować nad basenem z drinkami. Nie wierzę, że prawnik z Warszawy bawi się po godzinach w Tartach w TOPRowca a na szczytach nie ma nigdy żadnego turysty. Nie wierzę wreszcie w idiotyczny, bezsensowny scenariusz, w którym każdy dialog okazuje się jeszcze bardziej tragiczny od poprzedniego. Stworzenie takiego infantylizmu wydaje się być wielkim wyzwaniem. Równie debilnego filmu nie widziałam już dawno. Scenarzysta powinien na wieki wieków dostać zakaz pisania. Czegokolwiek. Nawet listu.
W tak bezmyślnym tworze filmowym nie razi nawet wyjątkowo słabe i dziecinne aktorstwo. Cypryański i Antonowicz, na co dzień mają swoje momenty, tutaj jednak są wyjątkowo drętwi. Pojedynek Frycz kontra Stenka zdecydowanie wygrywa ten pierwszy, trudno jednak wyzbyć się wrażenia co w tak głupim filmie robi tak przyzwoity aktor. Mnie osobiście najgorzej robiło się jednak od wszechobecnego Bartosza Obuchowicza, który w tym filmie wspina się na wyżyny dziecinady i braku zdolności aktorskich. Do mojego samobójstwa zabrakło już chyba tylko Mateusza Damięckiego, który ostatecznie pociągnąłby ten film na dno. Razem z widzami.
Przyznam, że podczas projekcji, ktoś zaśmiał się raz, ktoś drugi nawet głośniej. Spojrzałam zaciekawiona, widząc uśmiechnięte jak księżyce twarze 12latków. To oni będą siłą napędową tej fabularnej bzdury. To oni zapewnią jej widownię. Mam nadzieję tylko, że nie na tyle dużą aby ktoś uwierzył w filmowy sukces tego gniota. I nie daj Boże zrobił jego kontynuację.