Underworld: Bunt Lykanów
Ania Nowak
Podobno prequele robi się wtedy, kiedy nie ma już pomysłu na kontynuację ale za to jest dużo nadziei na zyski. Z reguły taki prequel nie dorównuje jakością częściom poprzednim. Ten do Underworld zrobiony jest jednak przyzwoicie i mimo miernych efektów i miejscowego braku sensu da się oglądać.
Jak to na prequele przystało ten da nam parę odpowiedzi i wyjaśnień do zagadek części poprzednich. Dowiemy się na przykład w jaki sposób powstali Lykanie i jaka była ich początkowa rola na dworze Victora. Poznamy Sonję, córkę Victora i jednocześnie wielką miłość Luciana. Dowiemy się dlaczego Victor pała tak wielką nienawiścią do Luciana i jaki tak naprawdę początek miał konflikt Wampirów z Lykanami. Wszystko zaś podane zostanie w średniowiecznej scenerii zamków i bitew.
93 minuty tego filmu to niemalże idealny czas trwania. Nie zdążymy się znudzić, a satysfakcję osiągniemy. Trzeci kolejny Underworld w zasadzie ogląda się bez zarzutu, jednak też bez specjalnej ciekawości. Ot, kolejny film o wampirach, na dodatek z niespecjalnie wyrafinowanymi efektami specjalnymi. Te ostatnie są bez wapienia znacznie gorsze niż w poprzednich Underworldach. Szczególnie drażniące są wilki, wyjątkowo komputerowe i sztuczne.
Ma to być horror mroczny, wszystko więc utrzymane jest w odpowiednio ciemnych kolorach. Tak jak w poprzednich dwóch częściach tutaj dominuje czerń i odcienie szarości, jedynym zaś kolorem zdają się być jasnoniebieskie oczy wampirów. Ciemność powoduje jednak swoistą dezorientację, kiedy chcemy odgadnąć kto jest kim podczas bitwy, kto kogo zabija a kto komu urywa głowę. Wszystko pokrywa krew i masa sierści.
Szkoda, że scenarzyści nie wyłapali kilku malutkich absurdzików opowieści. Nie zdradzając fabuły, powiem jedynie, że Lucian spokojnie mógłby z Sonją co najmniej dwa razy uciec i żyć szczęśliwie wśród lasów. Znacznie wcześniej niż pokazano w filmie. Ale cóż, kto oglądał dwa pierwsze Underworldy, wie jak ta miłość musiała się skończyć. Takie są reguły tej filmowej gry. Można więc to obejrzeć i chociaż nie będziemy pałać specjalnym zachwytem, na pewno nie wydamy na marno pieniędzy.