Patricia Briggs
"Zew księżyca"
M. Czabała
Naprawiająca niemieckie samochody pani mechanik o imieniu Mercedes wobec supermęskich wilkołaków, nieprzewidywalnych wampirów, policji, trolli, a także rachunków i zeznań podatkowych. Jedna z najsympatyczniejszych książek, jakie ostatnio przeczytałam.
Wydawnictwo: Fabryka Słów, Październik 2008
Seria: Obca Krew
ISBN: 978-83-7574-029-5
Liczba stron: 424
Wymiary: 125 x 205 mm
Cena: 33,90zł
Wydawnictwo Fabryka Słów ma ogromne zasługi wobec polskiej fantastyki od lat wydaje wielu polskich autorów, między innymi Andrzeja Pilipiuka, Jacka Komudę, Andrzeja Ziemiańskiego. Bierze się również za obcojęzyczne wydawnictwa. O ile wiem, z powodzeniem.
Ameryka z "Zewu księżyca" jest krajem zasiedlonym gęsto nie tylko przez ludzi, ale przez rozmaite, mniej lub bardziej naturalne, istoty. Akcja rozgrywa się w momencie, gdy nieludzie powoli zaczynają się ujawniać; robią to ostrożnie i w sposób przemyślany, korzystając z najlepszych zasad PR. Jednak nie współistnienie, tolerancja i inne głupstwa są głównym tematem tej książki, a przygody przekornej Mercedes, prowadzącej warsztat samochodowy. Już w pierwszym rozdziale ta dzielna osoba zatrudnia do pomocy młodego wilkołaka, w następnych wplątuje się w intrygę, rozgrywającą się w wilkołaczym społeczeństwie, a potem korzysta z pomocy czarownicy, wampira i trolla oraz z własnych, naturalnych i tych nadnaturalnych umiejętności. Przeszłość ciekawie miesza się z teraźniejszością, przyjaciele nie zawsze okazują się tak bardzo przyjaźni, a wrogowie wrodzy. Za dużo tego wszystkiego? Wcale nie, całość czyta się wyjątkowo dobrze, a nie jest to pastisz ani parodia. Fabuła pędzi przed siebie jak wilk po śniegu, z bohaterami łatwo się zaprzyjaźnić (albo i zakochać), a narracja prowadzona jest z dystansem i poczuciem humoru. Może pod koniec stopień psychologicznego zagmatwania staje się nieco nieprawdopodobny, ale mimo wszystko wybaczalny.
Kobieta jest bohaterką książki, kobieta jest jej autorką; sądzę też, że lektura większą przyjemność sprawi płci pięknej. Polecam - wilkołaki są superpiękne, supermęskie, w każdej postaci. Można z takim pójść na randkę, mieć romans, pobiegać po lesie, a i podrapać za uchem czy poklepać po grzbiecie.
Urodę tej książki przyćmiewa co nieco tłumaczenie. Jeśli nie przy tłumaczeniu, to przecież przy redagowaniu na pewno dałoby się uniknąć takich sformułowań jak "owinął ręce wokół mojej nogi" czy "bezruch okrywał jego postać".