Złe miłego początki?
Małgorzata Kobus
Styczeń był koszmarny! Były chwile, kiedy myślałam by już się wreszcie skończył, bo jeśli cały ten rok będzie wyglądał tak, jak jego początek, to niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam. Na pierwszej stacji, teraz, tu! * Tak było źle. Oczywiście nie przez cały czas, ale dość tylko wspomnieć o podwójnych problemach ze zdrowiem, jakie mnie dopadły na początku roku i przez które nie pojechałam na zaplanowany wyjazd na narty.
Gdy już doszłam do siebie i z entuzjazmem rozpoczęłam pakowanie, by uciec na kilka dni do ukochanego Londynu, znów przeciwności. Tym razem pogodowe, gdyż gęsta mgła zasnuła podkrakowskie lotnisko do tego stopnia, że nigdzie nie poleciałam. Na szczęście nie byłam sama, bo towarzyszył mi mój serdeczny przyjaciel i gdyby nie on, to pewnie rozpłakałabym się już w momencie odwołania lotu, a nie dopiero w domu. Mam jednak nadzieje, że nasza podróż dojdzie do skutku i pisząc następnym razem, będę się dzielić swoimi wrażeniami.
Nie mniej jednak mam dziwne poczucie, że coś jest nie tak. Jakaś nieznośna myśl kotłuje mi się w głowie i mam wrażenie, że coraz więcej rzeczy mi przeszkadza. Nie chodzi tu tylko o sprawy, które dotykają mnie bezpośrednio; o niepewne jutro, które przyszło wraz z kryzysem i pokrzyżowało plany na przyszłość. Bardziej myślę o moich bliskich i o tym, co robią, a raczej czego n i e robią ze swoim życiem. Mimo, że przysięgłam skupiać się bardziej na swoim życiu, to nie mogę pozostać obojętna na to, co się wokół mnie dzieje.
Nie wiem dlaczego dorośli, mądrzy, wykształceni ludzie, którzy - wydawało się - mieli swoje zdanie, a przede wszystkim własny pomysł na życie, nagle pozwalają się tłamsić przez swojego partnera do tego stopnia, że tracą swoje "ja". Myślałam nawet, że to może ze mną jest coś nie tak, że może tak właśnie powinien wyglądać związek. Jednak wiem, że nie i jedną z niewielu osób, które podzielają tę opinię jest moja londyńska przyjaciółka. To osoba wierna swoim przekonaniom jak nikt inny, która potrafi wziąć życie w swoje ręce i poukładać jak trzeba, bo ma odwagę. I chyba tego większości z nas brakuje na co dzień, a już na pewno brakuje trójce moich przyjaciół, którzy miotają się w osobistej zawierusze. I nadal ciągną swoje "wózki", w których poukładane są niespełnione nadzieje, stracona miłość, zdradzone serce i tysiące pretensji - tych wypowiedzianych i tych przemilczanych, którymi przesycona jest ich codzienność. Bardzo bym chciała im pomóc, ulżyć, coś poradzić, więc spędzamy całe godziny rozmawiając o tym, co można zrobić, co trzeba zmienić. Ale to jest tylko teoria i zwykłe słowa. A od tego, jak wiadomo, daleka droga do czynów.
Dlatego czuję się bezradna, bo żal mi tego wszystkiego, co tracą. Żal mi za nich, bo oni chyba nawet boją się przyznać, że życie, a przede wszystkim szczęście, przepływa im przez palce, a ich marzenia i plany rozmazują się w bezsensowności ich związków.
Oczywiście nie jednemu z nas brakuje czegoś do szczęścia, a nasze związki są dalekie od doskonałości. Bywa tak, że wręcz nie możemy znieść swojego życia. Jednak trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, co oprócz tego związku jest dla nas ważne i na czym nam zależy. I jeśli nie możemy się realizować, przeżywać życia zgodnie z samym sobą, jeśli nasze zdanie nie będzie się liczyć, to powinniśmy się zastanowić nad sensem relacji, w którą jesteśmy uwikłani. Nie możemy bowiem być ograniczani przez drugą osobę.
Można pójść na wiele kompromisów, ale nie można zapominać o sobie. I mimo, że życie na tym dziwnym świecie wydaje się nam czasem nieznośne, to czy jest jakieś inne, lepsze miejsce?
(...)Może gdzie indziej są miejsca podobne,
jednak nikt nie uważa ich za piękne(...).
Życie na ziemi wypada dość tanio.
Za sny na przykład nie płacisz tu grosza.
Za złudzenia - dopiero kiedy utracone.
Za posiadanie ciała - tylko ciałem.
I jakby tego było mało,
kręcisz się bez biletu w karuzeli planet,
a razem z nią, na gapę, w zamieci galaktyk,
przez czasy tal zawrotne,
że nic tutaj na Ziemi nawet drgnąć nie zdąży(...). **
* Anna Maria Jopek, Ja wysiadam
** Wisława Szymborska, Tutaj