Lepiej powołać kolejną komisję
Małgorzata Doboszyńska
Włączam wiadomości. Na pierwszym planie relacja z jakże spektakularnego powrotu Kempy i Wassermana do kolejnej bzdurnej komisji śledczej. Dziesięć minut wywiadów z kolejnymi politykami, czy z rządu, czy z opozycji, jak mantrę powtarzających te same, narzucone przez liderów bzdety. Przesłuchania. Afery. Wszyscy inni są źli, my mamy rację. Rusza już kampania wyborcza, wszystkie te kretynizmy są więc robione z "myślą o obywatelu", bez wątpienia marzącym o niczym innym jak tylko o wyjaśnieniu wątków hazardowych, w kolejnej kapitalistycznym skandalu.
Podobno sondaże dowodzą, że za powstaniem komisji jest aż 60 procent obywateli. Tak twierdzą kolejni politycy, nominując swoich pomagierów jako jej członków. Co rusz pytam kolejnych napotykanych ludzi, czy hazardowa komisja śledcza jest w centrum ich zainteresowań. Pytam już kilka tygodni. Nie otrzymałam jeszcze ani jednego potwierdzenia.
Wszyscy za to zgodnie deklarują, że wielogodzinne przesłuchania komisji śledczej mają w głębokim poważaniu. Ba, nie interesuje ich jakakolwiek afera hazardowa, nie śledzą wątków, większość nie chce nawet wiedzieć o coś chodzi. Zainteresowani są za to własnymi problemami, którymi za to nie interesują się ich parlamentarni przedstawiciele. Problemami jakże prozaicznymi dla, obecnych na co dzień w mediach polityków. 39 miejscem na liście oczekujących na przyjęcie dziecka do przedszkola, kiedy to samo przedszkole może przyjąć jedynie 38 maluchów. Zwolnieniem wręczonym po urlopie macierzyńskim, wraz z komentarzem szefa, że posiadanie dziecka jest niereprezentacyjne dla firmy. Coraz większym czynszem, gdzie powierzchnia garażu liczona jest jak metraż mieszkaniowy. Obniżaną pensją, bo przecież "wie pani, jest kryzys". I rachunkami, które jakoś same nie chcą się obniżyć.
Błahe? Dla zarabiających kilkanaście tysięcy złotych posłów niewątpliwie. Przecież nikt nie zaprosi takiego do telewizji. Nikt nie będzie prowadził debat czy dyskusji na temat tak niemedialnych tematów jak codzienne życie. Przecież nic nie sprzedaje się tak dobrze jak skandale. Nawet jeśli te nikogo z "szarych ludzi" nie obchodzą. Lepiej jest już powołać kolejną komisję.