Do końca świata i o jeden dzień dłużej
Aneta Robertson
Zakończył się jubileuszowy, bo 20 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Do ostatecznych wyników jeszcze daleko, ale na razie wygląda, że kolejny raz szykujemy się na rekord. Szkoda, że nie wszyscy go docenią. Jak zwykle nie zabrakło głosów krytycznych wobec Owsiaka i całej zbiórki. Przedstawiciele kościoła uznali, że całość niebezpiecznie przykrywa dobrą działalność Caritasu i innych akcji kościelnych. Ci bardziej radykalni księża głosili, że Owsiak jest przedstawicielem Hare Kryszna, a zebrane pieniądze rozdzielone będą pomiędzy sektę a przystanek Woodstock, który - jak im wiadomo - od lat promuje narkotyki, sodomię i gomorę u młodzieży. Baty od przełożonych zbierze pewnie - pokazywany w mediach - ksiądz, który jak gdyby nigdy nic przykleił sobie na sutannie serduszko, mówiąc, że kościół nie może mieć monopolu na dobro. Brawa. Krytykowali też skrajnie prawicowi dziennikarze, jak zwykle rozliczając wedle swoich upodobań koszty całej imprezy, jej transmisję w telewizji publicznej, zaangażowanie państwa, które "samo powinno zapewniać nam wszystko to, co zapewnia Owsiak".
A sam Owsiak ma ich wszystkich na szczęście w głębokim poważaniu i dalej robi swoje. Dzieci, które ratowane były tym pierwszym sprzętem orkiestry są dzisiaj dorosłymi ludźmi. Wielu z nich co roku angażuje się w zbiórkę, tak aby spłacić ten symboliczny dług wdzięczności za uratowane życie. Dwadzieścia lat zbierania pieniędzy niesie za sobą tysiące przepięknych historii. Wcześniaków, którym nikt nie dawał szans na przeżycie, a które dzisiaj ścigają się z innymi dziećmi na przedszkolnych czy też szkolnych korytarzach. Matek, które miesiącami siedziały na szpitalnych salach, wpatrując się w to naklejone na sprzęcie serduszko, które dzisiaj pamiętają jako symbol walki i nadziei. Lekarzy, którzy dzięki specjalistycznej aparaturze mogli ogłosić zwycięstwo życia nad śmiercią. Kolejnych ludzi, którzy dostawali szansę tam, gdzie wcale nie musieli jej dostawać. Co roku do akcji Orkiestry przyłączają się kolejni chętni. Bronisław i Anna Komorowscy zadeklarowali weekend w prezydenckim ośrodku w Wiśle, Adam Małysz oddał do takiej samej licytacji swoje porsche. Nasz najsłynniejszy pilot pasażerski Kapitan Wrona, oddał czapkę, którą miał na sobie podczas tamtego feralnego, ale jakże szczęśliwego lotu. Dorota Wellman oddała szynkę parmeńską, radio TOK FM wystawiło na licytację występ w serwisie informacyjnym. Wiceprezydent Zielonej Góry, Wioleta Haręźlak zadeklarowała, że przyjdzie umyć okna, temu kto wygra aukcję. Już wiadomo, że nie będzie jej łatwo, bo licytację wygrał jeden bardzo elegancki . pałacyk. Każdy dawał co chciał, co mógł. To swoiste poczucie jedności połączyło Polaków na tyle, że nawet najbardziej zagorzali malkontenci przyznawali niejednokrotnie, że Owsiak robi dobre rzeczy. I sami wrzucali do puszek pieniądze. Zbierano w kraju, zbierano na emigracji. I niech sobie wszyscy złośliwcy mówią co chcą. Jeśli Orkiestra uratuje w tym roku chociaż jedno dziecko, wspomoże jedno życie, czy też zapewni jednej matce spokojną ciążę, to warto było do tej puszki wrzucić nawet najmniejsze drobne. Jutro to my możemy potrzebować pomocy.