A mnie brzoza nie obchodzi...
Anita Boharewicz
Okazuje się, że w świecie pełnym ważnych wydarzeń, o których piszą media, niejednokrotnie na całym świecie, nasi politycy obrali zupełnie inny tor swojej medialnej obecności. Ponownie odgrzano sprawę smoleńską, wyszukując nieścisłości w kolejnych raportach, w jeszcze kolejnych zeznaniach ekspertów. Na pierwszym planie znowu ustawił się nasz wódz od teorii spiskowych Antoni Macierewicz, co rusz przedstawiający kolejne teorie co do tego, co stało się feralnego 10 kwietnia. Znowu usłyszeliśmy o słynnej brzozie, o niekompetencji, o spiskach...
A mnie to nic nie obchodzi. Nie obchodzi mnie zupełnie czy w chwili, kiedy samolot runął na ziemię, w kokpicie znajdowało się pięć, osiem czy też może piętnaście osób. Nie obchodzi mnie, czy generał Błasik miał 0,2, 0,6 promila alkoholu we krwi, czy też może był kompletnie trzeźwy. I przede wszystkim, ponad wszystko, absolutnie nie obchodzi mnie, w jakim kierunku i czy w ogóle rosła feralna brzoza. I kto ją zasadził, jakby przewidując, że kiedyś odegra swoją rolę drewnianego ale okrutnego mordercy.
Nic mnie to nie obchodzi. Wolałabym, żeby politycy zajęli się w końcu tymi, którzy jeszcze żyją, którzy borykają się z codziennymi, całkiem zwyczajnymi i całkiem niemedialnymi problemami. Brakiem pieniędzy, wahającą się ratą kredytu, brakiem miejsca w przedszkolu czy żłobku. Śmieciową umową, która nie daje nam żadnych przywilejów, a która dalej jest na porządku dziennym. Problemami niby banalnymi, ale trzymającymi nasze życie w ryzach. Szkoda tylko, że te problemy nie są tak bardzo medialne jak teoria spiskowa. Nie wyglądają tak samo dobrze w telewizji. Nie tak jak brzoza, która samodzielnie przyczyniła się do katastrofy samolotu. Ech, szkoda...