27 sukienek
Ania Nowak
Niekoniecznie romantyczna, niekoniecznie komedia. Parę śmiesznych momentów wplecione zostało w wielokrotnie już powielone schematy i mało śmieszne dialogi. Szkoda na ten mizerny scenariusz całkiem przyzwoitych aktorów.
Jane (Heigl) ma słabość do ślubów. Ma też licznych znajomych, którym pomaga zorganizować wszystko, począwszy od zaproszeń aż na potrzebach fizjologicznych podczas samej ceremonii. Sama, jak to w takich filmach bywa szczęścia w miłości raczej nie ma a na co dzień usycha z platonicznej miłości do swojego szefa Georga. I to właśnie tego szefa skutecznie podrywa jej młodsza i znacznie bardziej przebojowa siostra...
Ten film znika w worku z tysiącem jemu podobnych. Ani śmiesznych ani w jakikolwiek sposób oryginalnych. Ot jeden z wielu sygnowanych etykietą nieśmiertelnej komedii romantycznej. Heigl i jej towarzysze dwoją się i troją ale z marniutkiego scenariusza nie da się talentem wykrzesać nic specjalnie ciekawego. Efektem otrzymujemy przydługi, miejscami niemiłosiernie rozciągnięty film, gdzie kolejne gagi zdają się być jedynie powtórką tych poprzednich. Ciekawe i autentycznie śmieszne sceny można policzyć dosłownie na palcach jednej ręki. Na dodatek na pewno nie wszystkich.
Niewątpliwym plusem jest w 27 Sukienkach niewątpliwie Katherine Heigl, co rusz udowadniająca, że nie dość że jest ładna to jeszcze całkiem niezła z niej aktorka. Może jeszcze nie najlepsza ale na pewno obiecująca. Tutaj jest znacznie gorsza niż w znanych w Polsce Chirurgach, niemniej jednak w tych ostatnich scenariusz prezentuje poziom o gwiezdne konstelacje wyższy.
Z czym więc zostajemy na koniec? Z marniutkim i bardzo przeciętnym filmem, gdzie jedyną ozdobą pozostają przyzwoici aktorzy. Nie jestem w stanie wymyślić grupy docelowej tejże produkcji, może jednak znajdą się wielbiciele takiego przeciętniactwa. Nie mam wątpliwości jednak, że większość o filmie zapomni już w wyjściowych drzwiach kina. Na pewno nie będzie później czego żałować.