A ja jeżdżę w Alpy...
Marta Czabała
Przeczytałam sobie ostatnio reportaż na jednym z portali internetowych dotyczący wyjazdów na narty w Alpy. Autor dowodził, że to co mamy w Polsce możemy mieć w lepszym wydaniu w Austrii czy we Włoszech. Na forum zawrzało od komentarzy patriotycznych. "głupki" i "debil" to były naprawdę najlepsze z wyrażeń. Wszyscy rzucili się do obrony kraju. Spieszę więc z dodatkiem.
Jeżdżę na narty do Austrii. Już kilkanaście lat. Co więcej, idąc tym samym burżujskim tropem powiem, że nauczyłam się jeździć wiele lat temu w sercu Gór Skalistych, w Stanach Zjednoczonych. W Polsce przejeździłam jeden sezon. Przejeździłam i z ulgą wróciłam na stare, austriackie śmieci.
Na dodatek narażę się komentarzem co do pieniędzy. Nie jestem bogata. Być może nie zarabiam pensji kasjerki, może nawet nie średnią statystyczną, daleko mi jednak do potentata finansowego. Jednak za tygodniowy pobyt w Austrii płacę mniej niż za taki sam wyjazd w Polsce. No może tyle samo, jeśli oddamy się małym szaleństwom. A co dostaję w zamian czego nie mam w kraju?
Po pierwsze śnieg. Co roku w Polsce toczy się ta sama debata. Będzie śnieg czy nie będzie? Da się jeździć czy nie? Będzie więcej niż jeden biały stok?
Tutaj nie mam tego problemu. Być może samo miasteczko austriackie nie będzie zaśnieżone, jednak po wjeździe na górę spotkają mnie same przyjemności. Będzie śnieg po horyzont a widoki będą zapierać dech w piersiach. Mnie zapierają. Już 15 lat.
Po drugie trasy. Mimo dobrych chęci jesteśmy lata cywilizacyjne za Austriakami, którzy w samej (mojej ukochanej) dolinie Zillertal dysponują niemalże 300 kilometrami tras zjazdowych, dostosowanych do stopnia zaawansowania narciarza i jego osobistych preferencji. Jeden zjazd może czasami trwać ponad godzinę. Takich tras, pięknych, szerokich, dających poczucie spełnienia i stawiających przed nami wyzwania na próżno jest szukać w Polsce. Niestety.
Po trzecie atmosferę. Nie ma zawiści, nie ma przepychania się pięściami na stokach. Nie ma złośliwego podkładania sobie kijków. W tak międzynarodowej grupie jaką są narciarze przyjeżdżający do Austrii nikt nie uważa się za lepszego czy gorszego. Menu i instrukcje są przetłumaczone na większość najpopularniejszych języków. Niejednokrotnie też na polski. Kiedy zjeżdżamy na odpoczynek czy przerwę, możemy bez żadnego problemu zostawić samopas swoje narty, bez obawy, że znajdzie się ktoś kto połasi się na nasz ukochany narciarski sprzęt. Możemy bez obaw siąść na ławce, wystawić twarz do słońca i rozkoszować się wolnym czasem. Możemy być zrelaksowani, możemy cieszyć długo oczekiwanym urlopem.
I nie chcę być tutaj źle zrozumiana. Mam nadzieję, że w Polsce kiedyś będzie tak samo. I będę mogła pojechać na narty do własnego kraju, cieszyć się tym samym co dzisiaj daje mi tyle radości. Obym doczekała. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Odpoczywając po kolejnym, 5 już dniu zjazdów w dolinie Zillertal. Nie mieszkam w hotelu, nie stołuję się w restauracjach. Jestem już po własnoręcznie zrobionym obiedzie. Piję herbatę, czytam książkę. Jest wspaniale.