Droga do przebaczenia
Marta Czabała
Niezły chociaż na pewno nie wybitny. Aktorsko świetny, sam scenariusz pozostawia jednak pewne poczucie niedosytu. Zwłaszcza w finałowych scenach. Niemniej jednak film porusza a to samo w sobie jest dostateczną rekomendacją do wizyty w kinie.
Co może zrobić rodzić, który w wyjątkowo niefortunny sposób traci ukochane dziecko? Pogrążyć się w rozpaczy lub zapałać żądzą zemsty. Czasami jedno i drugie. Co może zaś zrobić ojciec, który - sam mając syna - zabiera życie syna innego człowieka? Dylemat taki i dokładnie takie pytania stawia przed nami najnowszy film Terrego Georga a żadne rozwiązanie zdaje się nie przynosić oczekiwanego zadośćuczynienia i satysfakcji.
Podstawą do filmu była powieść J.B. Schwarza o podobnym tytule Reservation Road. Uznana za jedną z najważniejszych powieści 1998 roku okazała się światowym bestsellerem. Po długich negocjacjach z zainteresowanymi ekranizacją producentami, Schwarz sam podjął się napisania scenariusza i wraz z reżyserem filmu stworzył wersję filmową swojego dzieła. Niestety takie zabiegi wymagają literackich cięć a to prawie zawsze sprawia, że film traci na rzecz książki. Cóż, takie życie. Tutaj mamy więc trochę spłyconą emocjonalnie historię, obraną w dużej mierze z warstwy emocjonalnej, tak dobrze opisanej w samej książce. Nie znaczy to jednak, że jest źle. Skądże. Na dramat, film emocjonalny jest całkiem dobrze bo to film przyzwoity, łzawy w odpowiednich momentach, straszny tez tam gdzie trzeba. Na mój gust jednak trochę przerysowany, zbyt ekspresyjny, wymagający od aktorów zbyt dużego emocjonalnego manieryzmu.
Chociaż to właśnie aktorzy są najmocniejszym filmu ogniwem. Zaczynając feministycznie od kobiet pozwolę sobie hołd aktorski Jennifer Connelly, aktorki wybitnie dramatycznej, do takich ról stworzonej. Connelly, w roli matki w żałobie jest w tym filmie po prostu wspaniała i wypada znacznie lepiej niż - kobieta po drugiej stronie konfliktu - Mira Sorvino. Sorvino, którą rozsławił Woody Allen tutaj przesadza z manieryzmem, jest nieprzekonująca.
Z duetu panów mi zaś znacznie bardziej podoba się Mark Ruffalo, być może dla tego, iż jego rola w filmie jest po prostu ciekawsza. Ruffalo, który do sławy powrócił wraz z filmem Zodiak jest po prostu rewelacyjny. Nadaje temu filmowi ton dramatyczny o jaki trudno byłoby podejrzewać. Wygrywa, chociaż nieznacznie z bardzo dobrym Phoenixem.
Wygrywa też film jako taki, bo tak przemyślanego kina jest dzisiaj bardzo mało. Być może Droga do przebaczenia jest gorsza niż jej książkowy pierwowzór. Na pewno jest. Ci, którzy nie czytali książki poczują pełną satysfakcję. Ci, którzy czytali mogą mieć malutkie pretensje. Bardzo malutkie. Bo w gruncie rzeczy i książka i film są co najmniej dobre.