Projekt Monster
Marta Czabała
Niezmiernie ciekawa propozycja dla widzów żądnych przyzwoitej sensacji. Takiej nietuzinkowej a jednak masowej. Drugi po Blair Witch Project film nakręcony ruszoną kamerą. Jest ciekawie, bywa naprawdę strasznie. Na pewno film warty zobaczenia.
Oryginalne pomysły zawsze mają u mnie plusa. Projekt Monster to zaś niewątpliwie dziecko bardzo pomysłowych autorów, którzy na swoim dziele na pewno zarobili już krocie. Teraz mogą siedzieć i odcinać kupony od swojego sukcesu, bo mimo specyficznej formie obrazu ten już jest kasowym sukcesem. Rewelacyjne są zdjęcia Michaela Binvillaina, po kolei odsłaniające następne sekwencje filmu. Napięcie dawkowane jest nam w tak małych kroczkach, że miejscami siedzimy przerażeni na brzegach krzeseł. Faktem jest, że czym mniej widać tym boimy się bardziej. Całość uwiarygodniają aktorzy, na szczęście mało znani, odpowiednio wpasowujący się w konwekcję całej produkcji. Znają się na fachu, bo też trudno odmówić im wiarygodności. Jest dobrze. A miejscami nawet bardzo dobrze.
Osobiście nie widzę wymienianych przez niektórych krytyków analogii do 11 września. To dla mnie jedynie bardzo przyzwoity i nietuzinkowy film sensacyjny. Andrew Goddard, scenarzysta znany chociażby z fenomenalnego serialu Lost osiąga tutaj kolejne etapy artystycznego rozwoju. To dzięki jego scenariuszowi mamy film straszny, miejscami graniczący z horrorem. To niezmiernie przyjemna filmowa przygoda w obliczu atakującego nas chłamu. Może nie górnolotna, może nie super ambitna. Na pewno jednak warta obejrzenia.
Osobiście wolę Projekt Monster od niejednego filmu z umownego gatunku science-fiction. Jest w nim sporo świeżości a sama długość jest zdecydowanie nie przesadzona. Od lekko ponad 80 minut. W sam raz żeby się nie znudzić. Ja wyszłam zadowolona.