Elena Malinowska
"Taniec nad przepaścią"
Agnieszka Janczarska
Dobrą książkę fantasy napisać jest dzisiaj szalenie trudno. Na przesyconym kolejnymi sagami, trylogiami czy opowieściami rynku, niełatwo jest znaleźć miejsce na coś świeżego i przyjemnego w czytaniu. Elena Malinowska swoją książką na pewno nie zrewolucjonizuje mojego poglądu na "fantastyczny" gatunek. Jednak przyznać trzeba, że Taniec nad przepaścią może czytelnikowi sprawić dużo przyjemności.
Wydawnictwo: Fabryka Słów , Wrzesień 2008
Seria: Obca Krew
ISBN: 978-83-7574-080-6
Liczba stron: 440
Wymiary: 125 x 195 mm
Cena: 29,99zł
Jak głoszą wieści Taniec nad Przepaścią to debiut Eleny Malinowskiej, na pewno też debiut udany. To przyzwoita, klasyczna gatunkowo powieść fantasy. Wielbiciele wiedzą, że ta mimo iż pozwala autorowi na realizację niemalże wszystkich pomysłów ma jednak dość standardowe wymagania i rządzi się stałymi prawami. Za ich złamanie może grozić czytelniczy ostracyzm (ach te fora) i spadek w sprzedaży.
Prawa są nieubłagalne i Malinowska wiernie ich przestrzega. Mamy więc wybrańca, obdarzonego (a jakże) talentem odpowiednio magicznym i odpowiednio unikatowym. Niejaka Ewelina, bo w tym wypadku to właśnie o nią chodzi, jest potencjalnym zbawcą świata, na której drodze stoi jednak niejeden wróg, obdarzony zagrażającymi życiu mocami. Są też i przyjaciele, chociaż oni sami niejednokrotnie chowają głęboko mroczne tajemnice.
Jest też kraina, tutaj imperium w którym odnaleźć musi się bohaterka, ładnie przedstawione i ciekawie opisane. Podoba mi się świat zbudowany przez Malinowską, taki sam jak w klasycznym fantasy ale jednak ciut inny od tych do jakich przywykliśmy. Nie do końca zdefiniowany topograficznie i geograficznie, pełen jest istot magicznych, ciekawych, dających wielbicielowi fantasy poczucie literackiego spełnienia. Podoba mi się, że Malinowska nie kopiuje bezsensownie cech charakterów przypisanych w takich książkach różnym gatunkom. Moi ulubieńcy to jej Magowie - istoty znacznie bardziej odmienne od tych, które znamy z innych książek. Jeśli oczekujecie przygarbionych nad książkami siwobrodych i dobrotliwych staruszków, możecie się srogo zawieść.
Malinowska nie odkrywa Eureki, kto choć trochę czyta fantasy z łatwością odnajdzie jej literackie wzorce. Widać tutaj sporo Ursuli K. Le Guin, może troszkę spłaszczonej literacko ale łatwej do zidentyfikowania. To upraszczanie fabuły to zresztą mój główny zarzut do pisarki. Czasami brakuje w tej książce sensu. Nie rozumiem motywacji głównej bohaterki, ani tego co kierowało jej wyborami. Czasami przypomina bezwolną marionetkę, kierowaną jakąś niewidzialną ręką. Tak samo chaotycznie zdają się postępować inne postaci. To wszystko nie do końca pozwala mi na jakiekolwiek chociażby utożsamianie się z bohaterami a tym samym, niespecjalnie mi na nich zależy.
To przyzwoita książka, może nawet dobra chociaż na pewno nie rewelacyjna. Ot kolejna pozycja z gatunku na półce. Można to przeczytać, można nawet mieć z tego przyjemność, mniejszą jednak niż z kilkunastu innych, książce Malinowskiej podobnych publikacji. Jeśli jednak można by zaczynać swoją podróż z fantasy od Tańca nad przepaścią, to mogłaby być z tego całkiem inna historia. Tak jednak pozostaje malutki niedosyt.
P.S. Po lekturze książki zastanawia mnie jeszcze jedno. Skąd na okładce ten pistolet? Ani chybi będzie trzeba książkę Malinowskiej przeczytać raz jeszcze. Może coś przegapiłam...