Kryzysowe cięcia i poselskie podwyżki
Aneta Robertson
No i dopadł nas w końcu kryzy finansowy. Niezależnie od swojej wielkości, firmy w Polsce wdrażają swoje wersje oszczędności. Policjantom podobno zakazali korzystania z czajników, radiowóz stał się zaś nagle przywilejem a nie atrybutem zawodu. W koncernach przycięli szkolenia i opłacane z firmowych budżetów lekcje językowe. Kogo można połączyli w grupy, indywidualne spotkania nie mają już racji bytu.
Jak głoszą plotki, herbatę i kawę wymieniono na najtańszą wersję. Wprowadzono limity na ksero, nad maszynami zawisły instrukcje ekonomicznego kopiowania. Kryzys przyczynił się też niejako do komputeryzacji biurowych nawyków, bo to co dawniej wypisywano na formularzu, teraz najczęściej wysyłane jest mailem.
Sytuacja ekonomiczna na świecie i w Polsce ma też to najgorsze oblicze, bo wiele firm zdecydowało się na przeprowadzenie masowych zwolnień. Ofiarami sytuacji ekonomicznej w pierwszej kolejności padli ci najmniej wykwalifikowani pracownicy fabryk, taśm montażowych, tak aby jak najbardziej zminimalizować straty jakie ponoszą firmy z tytułu mniejszych zamówień. Pracownicy próbują protestować, małe mają jednak szanse na osiągnięcie czegokolwiek paląc opony, niosąc transparenty i urągając w mediach naszemu rządowi.
A propos rządu. Podczas kiedy wszyscy w jakiś sposób zaczynają oszczędzać, nasi posłowie właśnie przyznali sobie po 400 złotych pensji. Pewni siebie i swoich racji, dodali jeszcze o 1000 złotych więcej na prowadzenie biura poselskiego. Kiedy media apelowały o rozsądek, ci twierdzili, że oddanie podwyżek byłoby jedynie populistycznym gestem.
Trudno jest najwyraźniej być posłem, kiedy tak bardzo chce się oddać tę podwyżkę a nie może. Najpewniej te 4 stówy palą wszystkich naszych wybrańców żywym ogniem w kieszeniach. Tak jak i te służbowe samochody, jak sztab zastępców i doradców. Jak darmowe przejazdy komunikacją i nielimitowane telefoniczne rozmowy. Na pewno chcieliby to wszystko oddać, ale jak to, skoro naród nie chce?
Żenujące komentarze. Żenujący poziom kultury i desperacka próba zatrzymania sobie jak największej ilości pieniędzy. Na pewno kolejna podwyżka też zaraz znajdzie jakieś racjonalne wyjaśnienie. To przecież wszystko dla nas. I te limuzyny i podróże. Bo przecież, czy ktoś chciałby mieć posła zarabiającego średnią krajową?