Perfekcyjne Oskary
Małgorzata Doboszyńska
Tegoroczne Oscary po raz kolejny udowodniły, że Amerykanie są niekwestionowanymi mistrzami w robieniu sprawnych, świetnie skonstruowanych widowisk. W tak wielkim, nadawanym na żywo przedsięwzięciu nie ma miejsca na jakiekolwiek potknięcia czy błędy. Całość przygotowywana jest już przecież wiele miesięcy wcześniej a organizatorzy są całkowicie świadomi tego, że w ten jeden dzień ceremonię oglądać będą miliony, jeśli nawet nie miliardy widzów. To przecież biznes i miliony dolarów przychodu z reklam a jeśli nie o pieniądze chodzi, to o co właściwie?
Tegoroczna ceremonia w pełni potwierdziła amerykański profesjonalizm. W idealnie wyreżyserowanym widowisku nie zabrakło piosenek, przedstawień, łez, rzewnych przemówień i wystudiowanych gestów. Hugh Jackman dwoił się i troił aby dorównać swoim poprzednikom. To przecież Billy Crystal jest ukochanym prowadzącym Akademii a doskonałemu komikowi trudno jest dorównać.
A jak było z nagrodami? Nie obeszło się bez kilku niespodzianek, chociaż w większości wynik każdej z kategorii można było spokojnie przewidzieć. Najlepszym filmem został pokrzepiający serca w dobie światowego kryzysu Slumdog, Milioner z Ulicy. Podobno w Indiach wybuchła euforia. Oscar za najlepsza rolę pierwszoplanowa poszedł w ręce. Kate Winslet. Pięciokrotnie nominowana w przeszłości, Winslet w tym roku zebrała już chyba wszystkie możliwe nagrody. To bez wątpienia rok pod jej znakiem.
Ku zdziwieniu większości, chociaż nie bez powodu, najlepszym aktorem został Sean Penn. Niezmiernie utalentowany aktor bez wątpienia na Oscara zasłużył, bo też rola w Milk'u była jedną z najwspanialszych jakie udało się oglądać na ekranie, bukmacherzy stawiali jednak na Mickey'ego Rourke'a. Po latach nieudanych detoksów, ekscesów alkoholowo narkotykowych, Mickey Rourke w końcu zagrał rolę na miarę swojego talentu i to dla niego według wszystkich przewidywań, przewidziana była statuetka.
Kategoria aktora drugoplanowanego też nie przyniosła większych zaskoczeń. Rodzina Heatha Ledgera odebrała w jego imieniu statuetkę za doskonałą rolę Jockera. Nie było specjalnie szans aby Oscara dostał ktoś inny, już dawno mówiło się o swoistym "złagodzeniu" jego tragicznej śmierci. Ledger niewątpliwie zagrał świetną rolę, trudno jednak odgonić myśli, że wśród pięciu nominowanych aktorów wcale nie był najlepszy.
Odbierającą Oscara za drugoplanową rolę okazała się być Penelope Cruz. Hiszpańska aktorka uzyskała w końcu ostateczną akceptację Hollywood i jedyne co może ją teraz powstrzymać przed graniem wszystkich możliwych ról jest jej, dalej bardzo hiszpański akcent.
A kogo jest żal? Wielkim przegranym okazał się Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona, zdobywając jedynie 3 Oscary z 13 nominacji. Na pocieszenie można dodać, że film Finchera bije wszelkie rekordy w kasach kinowych, niemal codziennie osiągając nowe rekordowe wyniki. Czy bardziej liczą się nagrody czy uwielbienie publiczności pozostawię pod rozwagę każdemu osobno, jednak o popularność filmu jestem spokojna.
Tak więc kolejne Oscary mamy za sobą. Był show na miarę najlepszych twórców, oglądało się to świetnie jak zawsze. No dobrze, gdyby całość nie była jak sitko przetykana reklamami, pewnie byłoby lepiej. Ale tak to bywa, że w życiu nie można mieć wszystkiego?