Wyznania zakupoholiczki
Małgorzata Doboszyńska
Rozczarowałam się bo też trailer wyglądał co najmniej zachęcająco. Niestety nie zaśmiałam się. Ani razu. To przyzwoity film, chociaż w kategorii komedia wypada nade miar słabo. Naciągana historia jest na tyle niewiarygodna, że nie wiadomo gdzie ten film umiejscowić. Obyczajowo komediowy? Nie wiem.
Całość tyczy się niejakiej Rebeki, która z zakupów uczyniła swoją życiową filozofię. Jest ekspertką od światowych marek i najnowszych kolekcji, za buty jest w stanie oddać duszę a sklep jest jej swoistym kościołem. Niestety, pasja niespecjalnie ma pokrycie w dochodach, które topnieją w zastraszającym tempie. Kiedy jeszcze Rebecca traci pracę a do drzwi dobija się windykator musi w ekspresowym tempie szukać źródła dochodu. Przez całkowity przypadek dostaje pracę w gazecie o finansach, rzeczy o której nie ma bladego pojęcia. Zostaje redaktorem w piśmie ekonomicznym, gdzie o zgrozo doradza ludziom jak skutecznie oszczędzać...
No dobrze. Można to obejrzeć. Tylko dlaczego jest to tak pozbawione humoru? Jakkolwiek nie naciągnąć fabuły, nie da się z tego zrobić komedii. Cała historia jest niemiłosiernie wprost naciągana, bezgranicznie nierzeczywista. Problemy głównej bohaterki są absolutnie nierealne i każdy człowiek o chociażby średniej inteligencji mógłby je bez problemu i bardzo szybko rozwiązać. Nie jestem w stanie uwierzyć, że odnosząca sukcesy na salonach pani redaktor nie jest w stanie zrobić nic aby wyciągnąć, z naprawdę dowolnego źródła niecałe 10 tysięcy dolarów i spłacić własne długi. Dramatyczne barwy w jakie odziewa się w swoim postępowaniu Rebeka są po prostu beznadziejnie głupie. Chociaż kto wiem, być może historia z długami ma być jedynie przykrywką dla kolejnego love story sama jednak jest po prostu pełna absurdów.
I nie pomoże tutaj ani przyjemna aktorsko i wizualnie Isla Fisher ani nieziemsko wprost przystojny Hugh Dancy. Nie pomoże nawet mój absolutnie ukochany John Goodman. Nie pomogą też słynne marki ubraniowe, poza zasięgiem każdego chyba widza w Polsce. Nie wierzę, że statystyczna Polka marzy o posiadaniu w swojej szafie torebki od Gucciego czy sukienki od Versace. Nie ma szans żebyśmy chociaż na sekundkę zrozumieli dramat Rebeki ani poznali jej potrzeby. My chyba jesteśmy jednak inni. Albo za dorośli na tak marną historyjkę.