Miasto ślepców
Marta Czabała
Zmęczyłam się okropnie. Przeraźliwie natrętna wizja tego co mogłoby się zdarzyć, gdyby całe społeczeństwo nagle i bez powodu straciło wzrok. Strasznie to rozciągnięte, pełne absurdalnych wątków i całkowicie ale to całkowicie bezsensowne. Bezsensowa jest też wyprawa na ten film do kina.
Być może Miasto Ślepców miało być głęboką metaforą i dywagacją na temat tego, jakie instynkty ludzkie wychodzą na wierzch, kiedy człowiek znajdzie się w ekstremalnej sytuacji. Być może film miał pokazać archetypy ludzkie, budowanie społeczeństwa na małej przestrzeni, wyznaczanie zasad, tworzenie prawa. Coś w rodzaju państwa w państwie. Być może miał być pełen symboliki. Być może. Aby tak jednak było, potrzeba byłoby w scenariuszu chociaż trochę realizmu i sensu a w filmie Fernanda Meirellesa tego ostatniego w szczególności w filmie zabrakło.
Ten z lekka (bardzo?) niedorzeczny twór to opowieść o tym, co by było gdyby w całym mieście (na świecie?) nagle wszyscy stracili wzrok. W wyniku niewyjaśnionej choroby każdy z mieszkańców ni z tego, ni z owego przestaje widzieć. Taki los spotyka, jako jednego z pierwszych, miejscowego lekarza okulistę. Ten przekonany jest, że tajemniczą chorobą zaraził się od pacjenta, którego przyjmował dzień wcześniej. Zgłasza wszystko władzom, które postanawiają umieścić medyka i innych zainfekowanych pod kwarantanną. Razem z nimi jedzie żona lekarza, jedyna która wydaje się być na tajemniczą chorobę odporna. Wkrótce razem będą musieli przetrwać w prowizorycznych oddziałach kwarantanny, zdani wyłącznie na siebie, w warunkach urągających ludzkiej godności, gdzie nawet podstawowe potrzeby ludzkie nie będą zapewniane.
Kręcony trochę w konwencji podobnych tematycznie filmów, gdzie w taki lub inny sposób świat dobiega końca, Miasto Ślepców być może miało nawet szlachetne założenia, reżyserowi zabrakło jednak wytrwałości w dobrej realizacji swojej wizji. Zdumiewające, bo przecież Meirelles swoimi filmami potrafi zachwycić. Tak było przecież we wspaniałym Wiernym Ogrodniku czy też wielce kontrowersyjnym Mieście Boga. Tutaj jednak reżyser zagubił się chyba w gąszczu pseudo specjalnych efektów i chęci pokazania ekstremalnych zachowań ludzkich, scen w znaczniej mierze przekraczających zresztą granice dobrego smaku. Obrzydliwości w tym filmie jest co niemiara, patrzy się na to niejednokrotnie z prawdziwą niechęcią. Do tego scenariusz najeżony jest wprost absurdalnymi, pozbawionymi logiki scenami i, co za tym idzie, bezsensownymi zachowaniami bohaterów opowieści. Ślepiec grożący drugiemu ślepcowi bronią jest jednym z licznych przykładów, gdzie scenariusz po prostu gubi jakikolwiek rozsądek stając się jedynie obrzydliwym i pozbawionym sensu spektaklem okrucieństwa. I nawet nazwiska Julianne Moore czy też Marka Ruffalo nie powinny być jakąkolwiek, przyciągającą do kin reklamą.
Na dodatek nie wiadomo, czego tak naprawdę film dotyczy i jak do sklasyfikować. Katastroficzny? Horror? Thriller? Sensacja? Manifest? Jakkolwiek bym się nie starała, nie jestem w stanie wymyśleć odpowiedniego dla tego obrazu odbiorcy. Być może jedynie wielbiciele cyklu Piła odnajdą tutaj znajome i ciekawe dla nich akcenty.
Reszta niech jednak wybierze się do kina na inny film. Jak to oznajmia na końcu główna bohaterka Gorszym od utraty wzroku jest być jedyną osobą, która może widzieć. Ja z czystym sumieniem mogę do tego dodać, że najgorszą z tych wszystkich rzeczy jest pójście na ten film z własnej, nieprzymuszonej woli.