Step up 2
Ania Nowak
Ona dostaję szanse udowodnić jaką jest naprawdę wartościową osobą. Ona zaczyna rozumieć, że jej bunt nie ma sensu i staje się porządnym obywatelem. A wszystko przez taniec i w amerykańskim systemie prawnym. Gdzieżby indziej. Szanowni Państwo, ile jeszcze takich filmów klonów?
Powiem wprost. Dirty Dancing był tylko jeden. Tamtego filmu nie da się powtórzyć, bo czasy inne a wersja nastoletnia jakoś nie przemawia. Dlatego też wszystko po kultowym filmie z Patrickiem Swayze będzie jedynie klonem, znacznie gorszym od pierwowzoru. W szczególności zaś będzie to widoczne jeśli kolejny film ma być sequelem do poprzedniego. Nawiasem mówiąc, też nie będącego arcydziełem.
Opowieść Step Up 2 jest niemalże bliźniaczo podobna do części pierwszej. Ona jest zbuntowaną nastolatką wychowaną przez ulice (kolejną!), niedostosowaną, przywiązaną bardziej do znajomych niż rodziny. Kiedy opiekunka prawna nie daje sobie z nią rady, stawia dziewczynie ultimatum. Albo Andy pójdzie do Akademii Tańca i zacznie w końcu się uczyć albo wyjedzie do swojej ciotki do Teksasu. Przerażona tą perspektywą, Andy oczywiście wybierze Akademię, a co będzie dalej wie już każdy, kto oglądał choć jeden z filmów klonów.
Takie filmy powinni oglądać wyłącznie miłośnicy tańca współczesnego, bo też układy taneczne są jedyną rzeczą wartą oglądania. Ciekawe, spójne, z dobrze dobranymi tancerzami stanowią bodajże jedyny świeży element w filmie. Reszta to już powtórki, oklepane i powtarzane w tysiącu amerykańskich filmowych wytworów. Mniej lub bardziej irytujące sceny są absolutną kopią tego co już tyle razy widzieliśmy. Na końcu oczywiście nie może zabraknąć patetycznej mowy apelującej do amerykańskiego poczucia tolerancji i ludzkich wartości. Kiedy więc główna bohaterka wygłasza w końcu nie ważne skąd pochodzimy, jakiej jesteśmy rasy i jakie ubranie nosimy wiadomo jest, że wszyscy rzucą się sobie w ramiona, zrozumieją swoje błędy, naprawią wyrządzone przez siebie krzywdy i będą wszyscy żyli długo i szczęśliwie. W tle tym razem zabraknie jednak powiewającej amerykańskiej flagi a hymn narodowy zastąpią żwawe rytmy bardziej współczesnego hip hopu i r&b. Jednak wszyscy zgodnie mamy poczuć łączącą nas więź tolerancji i przyjaźni. Wielonarodowej oczywiście. Brakuje tylko, żebyśmy po wstaniu z fotela uściskali siedzącą obok nas osobę. W imię narodu oczywiście.
Ja jestem już chyba za duża na takie filmy. Tak jak i wszyscy po gimnazjum. No, w ostateczności po liceum.