Choć goni nas czas
Małgorzata Doboszyńska
Odpowiedni w każdym calu. Wzruszamy się tam gdzie trzeba, śmiejemy w równie odpowiednich momentach. W rolach głównych dwóch z największych aktorów ubiegłego i obecnego wieku. Czy naprawdę można jeszcze od filmu chcieć więcej?
Kolejne, wyjątkowo debilne tłumaczenie oryginalnego tytułu filmu. Ktokolwiek odpowiedzialny jest za tą robotę powinien zostać zwolniony w trybie natychmiastowym. Bo to wcale nie o czas chodzi ale o spełnienie najskrytszych marzeń, zanim przeniesiemy się do kolejnego wymiaru egzystencji. Żaden z bohaterów filmu Roba Reinera nie boi się nadchodzącego końca. Carter (Morgan Freeman) i Edward (Jack Nicholson) poznają się w szpitalu, kiedy obaj rozpoczynają ciężką walkę z nowotworem. Obaj raczej przegraną, bo wkrótce dowiadują się, że zostaje im najwyżej rok życia. Obaj decydują się zrezygnować z proponowanych terapii eksperymentalnych aby zrealizować wszystkie punkty na liście rzeczy, które chcieliby jeszcze zrobić przed śmiercią. Dzięki pieniądzom Cole'a są w stanie zrobić te najbardziej wyrafinowane i te najdroższe. Chociaż oczywiście to nie te okażą się najważniejsze.
Jak dla mnie film niezmiernie udany. Chociaż lekko schematyczny. Podobno seniorzy hollywoodzkiego rodu skarżą się, że nie ma dla nich odpowiednich ról. Cóż, w wieku 70 lat rzadko który pan zatrudniany jest w roli amanta. Niektórzy pewnie spychani są na bok. Na szczęście. Dla Nicholsona i Freemana wciąż jednak dalej robi się filmy. To oni są tutaj największą siłą i mechanizmem napędowym całego obrazu. Jeśli nie ma innego powodu aby ten film obejrzeć, ci aktorzy bez wątpienia zaspokoją głód filmowego mistrzostwa. Uczta dla oka.
Reiner dobrze czuje się w gatunku "nie do końca komedia", co widać po lekkości z jaką prowadzi swoich bohaterów. Ma w końcu na koncie wiele bardzo dobrych a nawet i wybitnych filmów. Wie co może się sprzedać a tutaj ma do dyspozycji wszystkie środki na sukces. Ogromny plus za fenomenalne zdjęcia mojego ukochanego Johna Schwartzmana i świetnie dobraną ścieżkę dźwiękową.
No dobrze. Być może to w gruncie rzeczy ckliwa opowiastka, nie zawsze wiarygodna i życiowa. Niemniej jednak wyszłam z kina całkowicie usatysfakcjonowana. W końcu sukcesem jest dostanie dokładnie tego co człowiek oczekuje.