Drapieżnik
Małgorzata Doboszyńska
Bardzo okrutny ale jednocześnie dobry film Wai Keung Lau. Pełne grozy fakty, niezłe zdjęcia i całkiem przyzwoita gra aktorska. To film nietypowy i niejednoznaczny. Obalający pewne mity i wierzenia. Na pewno znajdzie odbiorców na całym świecie. Mimo pewnych scen niemalże żywcem wziętych z innych filmów.
Podobno statystyki są rzeczywiście zatrważające. W Los Angeles częściej zdarzają się postrzały przechodniów niż wypadki samochodowe. Co kilka minut gwałcona jest kobieta. Co kolejnych kilka dochodzi do napadu. Ameryka wcale nie jest krajem chodników wysadzanych złotem, jest niebezpiecznym, pełnym śmiertelnych pułapek miejscem, zdolnym do zniszczenia każdej niewinnej i indywidualnej jednostki.
Przesłanie dostajemy drukiem pisanym już na samym początku filmu. Na każde tysiąc przestępców seksualnych przypada jeden kurator. Kurator Errol Babbage (Richard Gere) o którego nam chodzi ma na swojej liście swój tysiąc i w kontaktach posługuje się sposobami wyjątkowo nie amerykańskimi. Swoich "podopiecznych" nachodzi zdecydowanie za często, niejednokrotnie ucieka się do przemocy fizycznej, wchodzi na prywatne i intymne grunty pytań. Jest zdecydowanie niereformowalny. Dlatego też - na skutek skarg notowanych przestępców seksualnych - zostaje zwolniony i przechodzi na emeryturę. Zanim jednak uda się na odpoczynek musi przeszkolić swoją następczynię Allison Lowry (Claire Danes) i odnaleźć zaginioną dziewczynę, o której uprowadzenie podejrzewa kogoś ze swojej listy.
Podobno ten film nie znalazł chętnych na dystrybuowanie go w Stanach Zjednoczonych. Trudno jest się dziwić bo ma wyjątkowo antyamerykańskie przesłanie. Osiągnięte zresztą także za pomocą zdjęć Enrique Chediaka. Wszystko utrzymane jest w ciemnych, lekko depresyjnych barwach, ludzie mordują się bez skrupułów, okrucieństwo jest na porządku dziennym. I ci, którzy mają delikatne żołądki niech lepiej Drapieżnika nie oglądają. Nie znajdą tutaj szczęśliwego morału, nie znajdą optymistycznego przesłania, wszyscy nie będą żyli długo i szczęśliwie. Będzie normalnie. Nie filmowo. I być może w tym tkwi największa siła tego filmu.
Aktorsko film zdecydowanie nie zawodzi. Zdumiewającym odkryciem zdaje się być Claire Danes. Aktorka o wyjątkowo delikatnej urodzie, tutaj sprawdza się w roli twardej i raczej bezkompromisowej kobiety. Brawa, za wychodzenie poza stereotypy. Nie najgorszy jest też Gere, osobiście nie mój ulubiony aktor, niemniej jednak tutaj co najmniej przyzwoity. Śmiesznym zaś zabiegiem dystrybutora było reklamowanie tego filmu pod hasłem "Richard Gere i Avril Lavigne razem na ekranie". Szumnie zapowiadana współpraca okazała się jedynie kilkuminutową sceną, w której piosenkarka wygłasza może półtora zdania. Kiepski chwyt marketingowy, zważywszy na fakt iż odbiorcy jej piosenek są w większości zbyt młodzi żeby Drapieżnika w ogóle oglądać.
Tak naprawdę jednak za złe mam jedynie jedną z końcowych scen, niemalże żywcem wziętą z filmu Siedem. Czy może zabrakło pomysłu na własne zakończenie, czy też może miała to być jakaś wyrafinowana analogia? Zamierzeń reżyserskich nie znam, niemniej jednak zżynanie razi mnie wyjątkowo. Niektórych rzeczy nie można wybaczyć.
W całości to jednak film niezły. Chociaż pełen okrucieństwa na pewno jednak warty obejrzenia. Takie filmy made in USA są gratką, taką do wyszukania i wyciągnięcia wniosków. Niemniej jednak wyłącznie przez widzów dorosłych. Zapraszam.