Juno
Marta Czabała
Dla mnie film doskonały i dla wszystkich. Ciekawy, pełny wzruszających jak i śmiesznych momentów a do tego dający do myślenia. Dodatkowo fenomenalnie zagrany i wyreżyserowany. Nawet ja nie mogę niczego się doczepić. Po prostu nie ma do czego.
Tytułowa Juno (Page) ma 16 lat kiedy na starym fotelu traci dziewictwo a zaraz później dowiaduje się, że jest w ciąży. Nie rozpacza, nie rzuca się z mostu. Po krótkich rozterkach podchodzi do sprawy raczej pragmatycznie i decyduje się na urodzenie a zaraz potem oddanie dziecka specjalnie wyselekcjonowanej parze. Przedtem jednak musi poradzić sobie jednak z szokiem własnych rodziców i miłością do ojca swego dziecka, która spada na nią jak grom z jasnego nieba...
Juno to zdecydowane objawienie tego roku. Nie byłoby tego filmu gdyby nie fenomenalny scenariusz i aktorzy. Diablo Cody - autorka zaledwie 3 scenariuszy - napisała opowieść rewelacyjną, wspaniałą, idealną w każdym calu. Dawno nie śmiałam się tak na tak bardzo ciepłym filmie i dawno nie zapamiętałam tylu tekstów. I to nie wszystko. Jason Reitman, reżyser raczej mało doświadczony dobrał zaś do filmu aktorów idealnych. Oszczędzę słów zachwytu samej Ellen Page, bo ta zebrała już dosyć komplementów. Ja wpadłam w zachwyt patrząc na całą obsadę. Wielkie brawa dla Michaela Cara, Allison Janney i dla mnie w tym filmie najbardziej interesującej Olivii Thirlby. Nie mam ani jednego słowa krytyki dla aktorów. Dawno nie było takiego filmu.
Wspaniała w Juno jest ścieżka dźwiękowa, rewelacyjna scenografia. Wszystko skomponowane jest niemalże jak poemat. Juno jest bezpretensjonalnym, świeżym, pełnym uroku filmem, emanującym ciepłem nieznanym innym filmom. Nikt tutaj nie moralizuje, nie oceania, nie stara się narzucić jakiegokolwiek punktu widzenia. Po prostu pokazuje, daje relację sprawy delikatnej, jednak pozytywnej w ostatecznym wydźwięku. Nie widziałam takiego filmu od lat. Brawo.