Mała Wielka Miłość
Marta Czabała
Żadne arcydzieło ale ogląda się przyzwoicie. Żaden popis aktorski ale aktorzy co najmniej dobrzy. Scenariusz na pewno nie najwyższych lotów, ale w kilkunastu momentach śmiejemy się szczerze. Czegoś takiego dawno w polskich komediach nie było. I jak dla mnie to już jest spore osiągnięcie.
O ten film pokłóciliśmy się z moją drugą połowa strasznie. On twierdził, że przejaskrawione stereotypy przedstawiają Polskę jako zaścianek Europy. Ja, że ironia i przerysowania to zdecydowane prawa każdej komedii. On, że historia nudna, ja, że w obliczu polskiego kiczu i koszmaru, ten film prezentuje się wyjątkowo dobrze. Nawet jeśli nie jest arcydziełem.
Bo arcydziełem nie jest w żadnym wypadku. Ot, opowiastka, oparta w dużej mierze na stereotypach i to jeszcze tych nie najlepszych. On (Leonard) jest Amerykaninem, prawnikiem z kalifornijskiej mega korporacji, zarabiającym rocznie setki tysięcy, jeśli nawet nie miliony dolarów. Ona to polska studentka entomologii, która będąc na zarobkowym wyjeździe wdała się z nim w niezobowiązujący romans. Efektem jest niestety bardzo zobowiązująca ciąża. Tym samym więc ona zawiadamia jego, a on - przerażony potencjalnymi konsekwencjami - wsiada w pierwszy dostępny samolot do Polski. Tutaj natknie się na naszych taksówkarzy, jedzenie, obowiązki i odkryje wartości, których istnienia nawet się wcześniej nie domyślał.
Wbrew zdaniu mojej szanownej polowy, ten film wcale nie stawia nas w takim złym świetle. Co nie znaczy, że nie chce z nas pożartować. Trudno odmówić sobie maleńkich choć żartów z naszych służb mundurowych, czy też lotniskowych taksówkarzy. Oby nie przedobrzyć. Zgadzam się, że scena szczura biegającego po warszawskim mieszkaniu to nieco za dużo, ale w obliczu mojego poprzedniego śmiechu wybaczam. Wszyscy musimy uczyć się na swoich błędach.
Joshua Leonard jest w swojej roli absolutnie słodki. Celowo nie używam słowa dobry, bo jest powód dla którego nie zrobił w Hollywood oszałamiającej kariery. Grochowskiej miłością nie darzę, ale jedyne co w niej razi to naprawdę przeokropny akcent w języku angielskim . Tutaj jest przyzwoita, dokładnie na miarę samego filmu. Dobrą rolę stworzyli też Mikołaj Grabowski w roli ojca Joanny i Kamil Bosak. Tego ostatniego nie lubię wyjątkowo, ale tutaj jest chyba najlepszy. Trzeba przyznać szczerze.
Ładne są też zdjęcia, i bardzo dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa. Wszystko razem komponuje nam obrazek ładny, miejscami ciekawy i śmieszny. Może coś w końcu w tych naszych kiczowatych produkcjach drgnęło, może jednak jesteśmy zdolni do odrobiny humoru. Nawet kosztem pielęgnowanego przez nas obrazu idealnego Państwa. Jeśli po tym filmie będzie jeszcze lepiej to ja jestem stanowczo za.