Tajemnica Rajskiego Wzgórza
Ania Nowak
Pod tym dziwacznie przetłumaczonym tytułem (o ile pamięć mnie nie myli nazwa Rajskie Wzgórze nie pada ani razu) kryje się prościuteńka bajeczka dla dzieci, kolejna o wybrańcach losu, klątwach i jedynych którzy mogą ocalić życie tysięcy. Wszystko oczywiście z miłością w tle. Było tych filmów już bez liku, ale i ten jakoś wchodzi.
W zasadzie to nie mi ten film jest oceniać. Nie powinnam wypowiadać się na temat tego co w nim dobre lub złe, bo też dramatycznie rozmijam się z grupą docelową. Przeznaczony, jak wieść głosi dla maksymalnie 12latków, taki film nie może mieć zbyt złożonego scenariusza, wielowątkowej opowieści czy nadmiernie negatywnych bohaterów. I jeśli wyjść z takim właśnie założeniem, przyznać trzeba, że film Gabora Csupo takie wymagania spełnia.
Tym razem wybrańcem losu jest ledwie co nastoletnia Maria (Dakota Blue Richards), której niedawno zmarły ojciec pozostawia w spadku jedynie dziwną i bardzo starą księgę. W drodze do wuja z którym niebawem ma zamieszkać, Maria czyta historię Księżycowej Księżniczki i pereł, które na pokolenia podzieliły przyjacielskie wcześniej rody. Kiedy przybywa na dwór brata swojego ojca, nie potrafi odnaleźć się w nieznanym jej wcześniej środowisku. Wkrótce jednak przypadnie jej rola o jakiej nie marzyła i odkryje, że to od niej zależy życie i szczęście wielu. We wszystkim ważną rolę odegra właśnie Księżycowa Księga...
Idąc za tokiem rozumowania obecnej na sali dziecięcej publiczności, mogę bez wahania powiedzieć, że film się podobał. Największe wybuchy śmiechu powodowało - jak to u dzieci bywa - wdepnięcie w końskie ekskrementy tudzież niezmiernie efektowne co nieporadne upadki bohaterów. Dzieci klaskały. Reszta opowieści też chyba przypadła im do gustu - ci, których udało mi się dojrzeć siedzieli z wypiekami na twarzy.
A co może spodobać się dorosłym? Na pewno ogląda się to leciutko, bez specjalnego zmęczenia czy irytacji. Nawet dubbing - z reguły przyprawiający dorosłego widza o nerwicę - jest tutaj całkiem znośny i nie przypomina o sobie w każdej minucie. Szkoda jest jednak scenariusza, bo ten nie ma w sobie ani grama świeżości, jest jedynie zlepkiem scen i wątków z wcześniejszych, bardziej znanych filmów z gatunku przygodowo - fantasy. Oglądając Tajemnicę Rajskiego Wzgórza można bez problemu wytypować kilka, jeśli nie kilkanaście filmów, których motywy niemalże żywcem zostały zapożyczone do filmu Csupo. Z jednej strony trudno jest się dziwić, na tak ogromnie nasyconym rynku trudno jest wymyślić coś prawdziwie oryginalnego. Z drugiej strony szkoda.
Można popatrzeć na przyjemne widoki, jak zawsze miłą dla oka Dakotę Blue Richards oraz przypomnieć sobie wszystkie te bajkowe historie, które serdecznie kochaliśmy w dzieciństwie. A to zawsze warte jest poświęcenia chwili. Lekko ponad półtorej godziny tego filmu to akurat, żeby nie zirytować się ostatecznie.