Tajemnica rajskiego wzgórza
M. Czabała
Tajemnica rajskiego wzgórza reklamowana jest jako ekranizacja ulubionej książki autorki Harry'ego Pottera. Może książka jest świetna, ale ekranizacja wypada blado - zwłaszcza w porównaniu z filmami o Potterze (nasuwającym się przy takiej reklamie). Od razu jednak powiedzmy sobie jedno - nawet jeśli dorosłym trudno to zrozumieć, dzieci bawiły się dobrze. Dziewczynka miejsce dalej wręcz krztusiła siŁ ze śmiechu.
Zawartość: rudowłosa sierotka, magiczna książka, dwa zwaśnione rody, które trzeba pogodzić, żeby ocalić - no może, nie cały świat - ale przynajmniej jedną dolinę. Klimat: bardzo magiczny. Film zaczyna się od pogrzebu ojca głównej bohaterki, matka najwyraźniej umarła już wiele lat temu; w ogóle się o niej nie wspomina. Dziewczynka wraz z opiekunką, starą panną Heliotrop, wyrusza na wieś, aby zamieszkać z wujem, którego nigdy w życiu nie widziała. Wuj jest zaskakująco młody i przystojny, ale zdecydowanie niegrzeczny. Dalej są same magiczne przygody, pogonie po lesie, przyjaźnie ze zwierzętami i poszukiwanie magicznych, a jakże, pereł. Zakończenie - czy naprawdę zdradzam sekret? - szczęśliwe. Trzeba było tylko zrozumieć, że duma nie zawsze jest zaletą.
Zacznijmy od pozytywów. Główna bohaterka, Maria Merryweather grana przez Dakotę Blue Rochards, jest świetna - ma raczej ciekawą niż ładną twarz i z łatwością prezentuje masę zmiennych emocji, od naburmuszenia po radość. Niezłe są też postaci drugoplanowe: panna Heliotrop, przemieszczający się z prędkością światła kucharz o wzroście krasnoludka, kamerdyner w domu wuja. Niestety fatalni są pozostali aktorzy - robią miny typu "dlaczego-ja-właściwie-gram-w-tym-nudnym-filmie-dla-dzieci". Nie iskrzy między przystojnym wujem a jego ukochaną, graną przez Natashę McElhone. Głowa rodu DeNoirów (Tim Curry) nie ma energii być naprawdę zły i paskudny, choć to przecież aktor z całkiem demoniczną przeszłością (choćby Rocky Horror Picture Show). Od czasu do czasu rzuca leniwie jakąś groźbę, a potem znika z ekranu. Pewnie jakąś rolę w tym wszystkim odgrywa polski dubbing, ale nie sposób zrzucić na niego całego zła tego filmowego świata.
Film jest bardzo dekoracyjny - suknie Dakoty są piękne, z sufitu pokoju spadają gwiazdy, las jest zielony, perły migoczą, końska grzywa faluje, morze lśni w blasku księżyca zajmującego cały ekran (to musi być jakiś alternatywny świat z alternatywną fizyką - tak wielka bryła tak blisko Ziemi na pewno spowodowałaby jakąś grawitacyjną katastrofę). Akcja niestety kuleje. Nie jest zaskakująca ani szczególnie ciekawa, ale posuwa się do przodu. Żarty są typu - weszłam w końską kupę, beknęłam, stoję nieruchomo w głupiej pozycji, ale dzieci się zaśmiewają.
Jednym słowem - dla niewybrednych dziewczynek tak, dla dorosłych nie.