Gabriel García Márquez i jego opowiadania
Małgorzata Kobus
Zmęczona trochę "literaturą komercyjną" - jak zwykłam nazywać wszelkiego rodzaju powieści dla kobiet, a także książki ostatnio modnych, choć nie zawsze dobrych autorów, postanowiłam sięgnąć do klasyki. Zaczęło się od tego, że zapragnęłam zdobyć Szkołę uczuć Gustawa Flauberta, o której dużo czytałam, ale nigdy nie zgłębiłam. Okazało się to jednak niezwykle trudne ze względu na brak wznowień twórczości Flauberta; dostępną powieścią była jedynie Pani Bovary, którą pamiętam jeszcze z czasów szkolnych. W końcu udało mi się znaleźć w Internecie wysłużony egzemplarz Szkoły uczuć i dzięki temu zaspokoiłam na chwilę swoje pragnienie zgłębiania literatury pięknej.
Ponieważ jednak powieść Flauberta jest raczej obszerna i dość trudna, zaczęłam szukać ciekawych opowiadań, ale nadal wśród klasyków. Pomna wspaniałej powieści Lolita Vladimira Nabokova, wyszperałam na księgarnianej półce opowiadanie pt. Czarodziej, które - jak przeczytałam we wstępie autora - było swoistym pierworysem Lolity. Przeczytałam je jednym tchem, byłam zachwycona i... chciałam jeszcze.
W ten sposób dotarłam do krótkich powieści, a właściwie opowiadań Gabriela Garcíi Márqueza. Już wcześniej zaznajomiłam się z jego twórczością czytając Sto lat samotności, Miłość w czasie zarazy czy ciekawą "elegię o późnej miłości" oraz przemijaniu, o wielce kontrowersyjnym tytule Rzecz o mych smutnych dziwkach. Teraz sięgnęłam po dwa, w sumie bardzo różne opowiadania, które łączy jednak wspólny mianownik w postaci dbałości o detale oraz niemal reporterskiej rzetelności autora co do samej treści.
Pisząc Kronikę zapowiedzianej śmierci García Márquez posłużył się swoim niepowtarzalnym stylem i właściwie zrezygnował z przyjętych w literaturze konwencji. Fabuła pozbawiona jest wszelkich tajemnic i niedomówień, a autor w iście reporterskim stylu opowiada nam historię śmierci Santiago Nasara.
To nie jest zwykła powieść z początkiem i końcem; te granice zostały rozmyte. To historia o okrutnej przewrotności człowieczego losu. Narrator od początku uświadamia nam, że Santiago Nasar zginie, jednak dowiadujemy się także, że jego oprawcy wcale nie chcą go zabić, lecz okoliczności zmuszają ich do tego. Całe miasteczko próbuje temu zapobiec, ale w końcu nic w tym celu nie robi. Ofiara jest jedyną osobą, która nie ma świadomości czekającego ją okrutnego losu. Mamy tu do czynienia z fatum, które tak bardzo charakteryzuje prozę Garcíi Márqueza, i które także w tym przypadku pojawia się jako najwyższa metafora bezsensu ludzkiej egzystencji.
To jedna z tych książek, które dopiero po przeczytaniu uderzają w naszą psychikę i nie pozwalają o sobie zapomnieć.
Opowieść rozbitka to dziennikarski zapis przeżyć rozbitka Luisa Alexandro Velasco. 28 lutego 1955 roku, wraz z siedmioma innymi członkami załogi kolumbijskiego niszczyciela "Caldas", wypadł on za burtę podczas sztormu na Morzu Karaibskim. Jako jedyny jednak ocalał i tylko dlatego, że "nie dał się śmierci".
A przeżył bardzo wiele, gdyż przez dziesięć dni dryfował na tratwie bez jedzenia i picia. Jego opowieść spisał młody dziennikarz Gabriel García Márquez, który w tamtym czasie pracował w gazecie "El Espectador" w Bogocie. Historia Luisa Alexandro Velasco drukowana była najpierw w odcinkach w tym dzienniku i cieszyła się dużym powodzeniem. W 1970 roku została wydana w wersji książkowej.
To niezwykle szczery zapis historii marynarza, który walczył o przetrwanie zmagając się tak z żywiołem morza, jak i z własnymi słabościami. Jego samotność jest niemal odczuwalna jak i bezsilność wobec ogarniającego go przygnębienia i bezkresu morza. Szczególnie wtedy, gdy na burcie tratwy odznacza kolejne dni nie mając żadnej nadziei na ratunek. Wzruszające są przemyślenia rozbitka, jego wspomnienia oraz walka z samym sobą - by się nie poddać, by przeżyć jeszcze jeden dzień...
Obydwie opowieści Gabriela Garcíi Márqueza dowodzą temu, jak wszechstronnym jest on pisarzem, choć nie sądzę, by była ku temu potrzeba. Jestem pewna, że ich lektura zaspokoi wszystkich miłośników literatury pięknej (i niezwykle przyjemnej). Bo czytanie tych historii to prawdziwy relaks dla umysłów karmionych na co dzień "literackimi śmieciami".