Che - rewolucja
Marta Czabała
Soderbergh snuje opowieść o legendarnym dla wielu rebeliancie Che Guevarze. Robi to niestety monotonnie, rozwlekle i mało wciągająco. Przez dwie godziny można się mocno zmęczyć. Oby druga część była lepsza niż jej poprzedniczka.
Opowieść o Ernesto Guevarze w zasadzie snuje on sam, uczestnicząc w wywiadzie z amerykańską dziennikarką. Opowiada o swoim przyjeździe na Kubę, o początkowych pomysłach na rewolucję, o początku jej samej i o swoim życiu, wiecznie w drodze. Mówi o tym jak wraz z Castro zdobywali kolejne miasta. Relacjonuje spokojnie, rzeczowo. Nie unosi się. Wspomina.
Życie Guevary mogłoby niewątpliwie stanowić temat do niejednego filmu, nic więc dziwnego, że Soderbergh podzielił swoją opowieść na pół. Nie znaczy to jednak, że podjął decyzję dobrą, relacjonując wszystko detalicznie pozbawił filmu szybkości, wartkości i niestety naszej niepodzielnej uwagi. Pierwsza godzina filmu nuży, męczy a kolejne sceny wydają się być niemalże kopią poprzednich. Mimo usilnych prób, aby się w ten film wciągnąć nie udało mi się to przez ponad godzinę. Potem już tylko troszeczkę.
Zmęczyło mnie też niezdecydowanie co do określenia bohatera. Guevara Soderbergha to ktoś pomiędzy misjonarzem, nauczycielem, mentorem a bandytą, terrorystą i mordercą. Wydaje się być postacią niejednoznaczną, z jednej strony kierującą się zasadami moralności i prawa, z drugiej jednak bez wahania pociągającą za spust aby zabić. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że reżyser sam tak naprawdę nie wie o kim chce opowiedzieć swoją historię. Czy mamy Che podziwiać? Potępiać? Trudno zdecydować, a tym samym wypracować sobie opinię o czym naprawdę jest ten film.
Popatrzeć na niego jednak można, ze względu na ładne widoki, zdjęcia i bardzo przyzwoitą scenografię. Przede wszystkim jednak dla aktorów. Poza niemalże niewidocznym zza zarostu Benicio Del Toro, aktorze bez wątpienia utytułowanym, warto jest jeszcze popatrzeć na Santiago Cabrerę czy też Elvirę Minguez, aktorów bez wątpienia od Del Toro mniej znanych, niemniej jednak niemalże dorównujących mu zdolnościami. To chyba ta trójka dała mi siłę aby przetrwać do końca filmu, obejrzeć finałowe sceny i wyszukać bramkę do kolejnej części. Inaczej obawiam się, że do końca mogłabym opuścić salę wcześniej.