Watchmen - Strażnicy
Marta Czabała
Zmęczyłam się strasznie. Nie dość, że rozwleczone to do wszelkich możliwych granic, to na dodatek nudne i całkowicie niejasne dla tego, który nie zaznajomił się z komiksem. Nawet efekty specjalne wydają się być cały czas takie same. Szkoda, bo to mógł być naprawdę pamiętny film.
"Nic nigdy się nie kończy" mówi w jednej z ostatnich scen Laurie Jupiter. Proponuję potraktować to jako poważne ostrzeżenie, bo nie kończy się też ten film, z każdą kolejną minutą wysysając z widza ostatnie już cząsteczki życia. Po niemalże 3godzinnej podróży z Watchmenami czujemy się zmęczeni, zirytowani i zniechęceni do tego aby jakikolwiek film fantasy jeszcze kiedykolwiek oglądać.
Zaznaczam od razu, że komiksowy pierwowzór jest mi absolutnie obcy - umknął w gromadzie innych, bardziej popularnych super bohaterów. Dlatego też mój komentarz dotyczyć będzie jedynie filmu - za to filmu kiepskiego, nie posiadającego nic specjalnie wartościowego niż efekty specjalne.
Tytułowi Watchmeni to grupa chyba super bohaterów, która - w lateksowych kostiumach rodem z lat 80tych - broni mieszkańców swojego miasta przed przestępcami. Kiedy jednak Senat przegłosowuje ustawę zabraniającą noszenia masek, Strażnicy decydują przejść się na emeryturę, a swoje maski zamykają w tajemnych szafach. Poza jednym z nich, który na swojej bohaterskości zbija fortunę, reszta zlewa się z tłumem codzienności, gdzie nikt nie zna ich prawdziwych tożsamości. Do czasu jednak, bo kiedy zamordowany zostaje jeden z byłych Strażników, niejaki Komediant, reszta będzie musiała rozwiązać tajemnicę jego śmierci a także wskrzesić to, co dawno miało być już przeszłością.
Strasznie długie i prawdziwie okropne. Okropny jest scenariusz bo brakuje mu elementarnej logiki. Brakuje wytłumaczenia skąd tak naprawdę wzięli się Strażnicy, jakie "super" zdolności posiadają i jak zrobiło się z nich kolejne pokolenie. Nie wiemy przysłowiowego "kto?", "kiedy?" i "dlaczego?". Reżyser co rusz przerzuca nas w przeszłość bohaterów, pokazując kolejne ich wspomnienia, jednak nie wyjaśnia, nie udziela odpowiedzi na całkiem podstawowe pytania. Ta zmienna chronologia bywa momentami niezmiernie irytująca, bo też próbując połapać się w losach i życiu naszych Strażników, tracimy elementy głównej opowieści.
Ta zresztą nie jest też specjalnie porywająca, ot kolejna historia o tym, co należy zrobić aby uratować ludzkość. Na dodatek wszystko podane jest w ten irytująco nachalny, patetyczny sposób, pełen ukwieconych tekstów, niepodległościowych deklaracji i okropnych do zniesienia morałów. I tak przez prawie 3 godziny.
Jedynym plusem wydaje się być, dość interesująca alternatywna wersja amerykańskiej rzeczywistości, gdzie Nixon wybrany zostaje na kolejną kadencję prezydencką a wojna w Wietnamie staje się wielkim sukcesem Stanów Zjednoczonych. Takie "co by było gdyby" jest szalenie ciekawe. Aż trudno się nie zastanowić.
Strach jednak myśleć, że być może powstanie kolejna część Strażników. Jeśli koszta filmowe się zwrócą, jest niestety taka opcja. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że - jeśli już taki film powstanie - będzie napisany i wyreżyserowany przez kogoś innego, najlepiej też z innymi aktorami i personelem.