Zapowiedź
Marta Czabała
Gdyby nie prawdziwie fatalny, żeby nie powiedzieć idiotyczny koniec, mógłby to być jeden z najlepszych filmów katastroficznych ostatniej dekady. Tak jedynie pozostaje dobrym a miejscami bardzo dobrym filmem w swoim gatunku, którego wielbiciele będą się w kinie świetnie bawić, niejednokrotnie też bać jak w horrorze.
W roku 1959. jedna z miejscowych szkół świętuje swoje założenie zakopaniem kapsuły czasu. Każde z dzieci ma narysować wizję przyszłości a dzieci 5 dekad później mają skonfrontować ich wizje z rzeczywistością. Większość rysuje statki kosmiczne i roboty, jedynie jedna z dziewczynek Lucinda Embry pokrywa kartkę papieru niekończącym się ciągiem cyfr.
Pięćdziesiąt lat później ta właśnie kartka dostaje się w ręce Caleba Koestlera, 11 - letniego ucznia tej samej szkoły. Kartkę widzi jego ojciec, na co dzień matematyk wyższej uczelni, sceptyk, kwestionujący istnienie tzw. sił wyższych. John bardzo szybko widzi w kartce Lucindy logiczny porządek. Za pomocą Internetu odkrywa, że dziewczynka przewidziała większe i mniejsze katastrofy na ziemi, między innymi pożar który zabił jego żonę. Na liście zostały jeszcze 3 daty. John nie do końca wierzy w swoje odkrycie, wkrótce jednak przekona się, że Lucinda nie była wyłącznie szaloną dziewczynką...
Długie wprowadzenie, ale też film jest długi. W kwestii efektów specjalnych to czysty majstersztyk, pełen najnowszych efektów specjalnych. Widać, że producentom nie żal było budżetu na widowiskowe wybuchy, piękne katastroficzne sekwencje, pełne realizmu ale też porażające swoim widokiem. Scena spadania samolotu jest bodajże najlepszą, jaką zdarzyło mi się w katastroficznych filmach widzieć od wielu lat. Dla samych efektów, ten film warty jest swoich pieniędzy.
Niezły jest też scenariusz a sama historia łączy ze sobą wątki filmu katastroficznego, science - fiction, thrillera i horroru. Są momenty, kiedy naprawdę strach jest patrzeć się na ekran. Nawet ja, wytrawna bywalczyni horrorów bałam się okropnie. Moich pozytywnych wrażeń nie pogorszył nawet, grający tak samo smętnie jak zawsze Nicholas Cage. Dziwi mnie decyzja twórców filmów do zatrudniania go w kolejnych produkcjach akcji, bo jego wiecznie melancholijna mina zdaje się nadawać wyłącznie do dramatów o przegranych życiowo ludziach. Znacznie lepsza niż Cage jest tzw. małoletnia obsada, Chandler Canterbury w roli Caleba i Lara Robinson w dwóch rolach, Lucindy oraz Abby.
I wszystko byłoby w tym filmie niemalże idealnie, gdyby nie zakończenie, fatalne i irytujące, kończące całą historię w iście idiotyczny sposób. Nie zdradzając wiele, powiem jedno: przesadzili. Gdyby nie ostatnie kilkanaście minut fabuły to mógłby być najlepszy film katastroficzny jaki udało mi się oglądać. Tak pozostanie w pamięci za swoje efekty i kolejną, całkiem przyjemną wizję Apokalipsy.