Wszystko o Stevenie
Małgorzata Doboszyńska
Makabrycznie infantylne, kuriozalne, ciężkie do zniesienia kino. Ani to śmieszne, ani do refleksji - to jakiś taki zlepek scen, w większości których uwagę przykuwają jedynie wściekle czerwone kozaki Sandry Bullock. Męczące straszliwie.
Sandra Bullock gra lekko neurotyczną Mary, autorkę krzyżówek do gazety. Do takiego zajęcia Mary musi dużo wiedzieć, problem powstaje jednak wtedy, kiedy za zasadne uznaje dzielenie się tą wiedzą z innymi. Bez przerwy, ze znajomymi lub nawet przypadkowo spotkanymi ludźmi. Ci zaś jak najszybciej uciekają w przeciwnym kierunku. Tak samo robi Steven (Bradley Cooper), telewizyjny kamerzysta, przypadkowo umówiony z Mary na randkę w ciemno. Niemalże od razu postanawia się ratować, problemem jest jednak to iż Mary uznaje Stevena za swoje przeznaczenie. Dlatego mylnie interpretując słowa mężczyzny, rusza za nim w trasę. Kiedy Steven kręci wiadomości, ona jest zawsze w pierwszym rzędzie jego widzów.
Popularność tego filmu wynika przede wszystkim z faktu iż otrzymał on Złote Maliny, w tym tą dla najgorszego duetu Bullock - Cooper jak i dla samej Sandry Bullock. Bullock odebrała Malinę osobiście, bez smutku zresztą, czemu trudno się dziwić, bo już dzień później dołożyła do niej Oscara za rolę w Wielki Mike. The Blind Side. Trudno jest mi ocenić czy na Malinę zasłużyła w tym filmie właśnie ona - jeśli już bardziej dałabym ją jej za produkcję, tak samo zresztą jak każdej kolejnej osobie odpowiedzialnej za stworzenie tego tworu filmowego. Założenie "komedia romantyczna z motywem drogi" jest może i szlachetne ale w tym wypadku jednak rezultat staje gulą w gardle. Postać Bullock jest koszmarnie przerysowana, budzi chęć ucieczki nawet w tych którzy widzą ją tylko na ekranie. Cooper koncentruje się głównie na prezentowaniu swojego nienagannego uzębienia, znacznie zresztą lepszego niż jego popisy aktorskie. Najciekawszy i najbardziej uroczy jest Thomas Haden Church, ale jak już ktoś ukochał go w serialu Skrzydła będzie kochał go po wszech czasy.
Nawet w całkowicie pozbawionej humoru a do tego sensu i logiki pseudo komedii. Dawno już żaden film nie wywołał we mnie takiego zmęczenia i irytacji. Oglądanie tego wydaje się być jakimś kosmicznym nieporozumieniem, takim samym zresztą jak tego zrobienie czy wyłożenie pieniędzy. Nie rozumiem dlaczego dystrybutor zdecydował się wpuścić film do kin - jeśli już, powinien wyjść na DVD i służyć jako kara dla niegrzecznych dzieci i nastolatków. Jeśliby by im kazać obejrzeć to dwa razy pod rząd, na pewno z miejsca stałyby się modelami wzorców wychowawczych.