Teksańska masakra piłą mechaniczną: początek
Małgorzata Dobroszyńska
Cudowna siekanina dla najbardziej wytrwałych. Klasyka gatunku specyficznego bo też nie dla wszystkich. Sceny bardziej niż brutalne, scenariusz od samego początku prowadzi do niezmiernie przewidywalnego końca. Wyłącznie dla rzetelnych kinomanów i fanów gatunku.
Dwie pary jadą samochodem do Kalifornii. Dziewczyny chcą pożegnać młodych braci jadących właśnie na wojnę w Wietnamie. Jeden z nich chce zresztą z karty poborowej zrezygnować i uciekać z dziewczyną do Meksyku. Pech chce, że wszyscy po drodze trafiają na toksyczną i patologiczną rodzinę z piekła rodem, która w obliczu kryzysu zaczyna karmić się okolicznymi przejezdnymi.
Kto choć troszeczkę interesuje się kinem zna cała historię na pamięć. I tą oryginalną i remake i kolejne sequele. Faktem jest też, że jeden od drugiego niespecjalnie się różnią. Mamy przerażonych nastolatków biegających po domu i ginących na wielorakie sposoby, mamy kolejnych psychopatycznych członków bardzo nienormalnej rodziny goniących ich z nożami, siekierami, tasakami. Opcjonalnie z bronią. Trupów będzie co niemiara, krew poleje się w hektolitrach. Będzie krzyk i przerażenie. Będzie obrzydliwie, tak że nie opłaca się przy tym filmie jeść obiadu.
Dla mnie Masakra to taki swoisty prekursor trylogii Piła, kompletnie bezsensownej siekanki, gdzie fabuła sprowadza się jedynie do wyrafinowanych tortur drugiego człowieka. Powstał już z tego swoisty gatunek, który - o zgrozo - zyskał sobie wielbicieli. Dowodem na to jest chociażby to, że kręcą już kolejną część nieszczęsnej Piły. Teksańska Masakra w tym i kolejnych wydaniach też znajdzie swoich amatorów. Ja pewnie do nich nigdy nie będę należeć ale cóż... jest jeszcze wiele innych opinii.