Ptasia grypa w Ameryce
Marta Czabała
Pod tym, o jakże dumnym tytułem kryje się rewelacyjny film klasy co najmniej C. Mało tutaj sensu, aktorstwo jest też niespecjalne ale takie filmy to już w Stanach Zjednoczonych niemalże instytucja. W mało wyrafinowanych wypożyczalniach DVD muszą robić furorę.
Kolejny z cyklu "kataklizm kontra Ameryka". Tym razem naszych dzielnych sąsiadów zza oceanu napada współczesna wersja dżumy czyli nasz ukochany wirus ptasiej grypy H5N1. Dzielna Pani Doktor Iris Vamack musi powiedzieć o tym dumnym Amerykanom i przygotować ich na kataklizm na ich własnych podwórkach. A liczba ofiar ma sięgnąć setek tysięcy... W międzyczasie zaś młody biznesmen wraca z Chin do domu i sam nie wie, że najprawdopodobniej stał się właśnie tzw. pacjentem 0.
Bywają niezłe filmy katastroficzne. Ba, bywają nawet bardzo dobre. Wyrafinowane, z suspensem i odpowiednio dawkowanymi efektami specjalnymi. Nawet jeśli są kompletnie nierealistyczne. W końcu nie realizmu wymagamy od takich produkcji. Ptasia Grypa to jednak ani Pojutrze ani Posejdon, gdzie określony budżet przeznacza się nie tylko na efekty specjalne ale też na w miarę przyzwoitych aktorów. To jednak filmy kinowe, Ptasia Grypa takich aspiracji nie ma. Dlatego wszystko idzie tutaj po minimalnym i odpowiednio niskim poziomie. Wszelkie dostępne efekty sprowadzone są do smętnych i zatroskanych min naszych głównych bohaterów, kolejnych osób efektownie zlanych krwią i ptaków groźnie przelatujących na naszych telewizyjnych ekranach. Absolutnie nie jesteśmy w stanie poczuć jakiejkolwiek nawet, najmniejszej nawet nuty sympatii do przedstawionych bohaterów, bo też oni sami nie są w stanie wczuć się w swoje role. Mdłe to i nijakie, a każdy widz powyżej 12 roku życia spędzi pół filmu robiąc coś innego, tylko po to aby przy filmie Richarda Pearce nie zasnąć z nudów.
Takich filmów było już na pęczki, będzie pewnie jeszcze więcej. Z klasy C osobiście wolę te, które nie udają, że są na poważnie. Być może za ich powstaniem kryje się jakaś wyrafinowana potrzeba odpisu podatkowego, być może ktoś obiecał kuzynce, kuzynki jakąś rolę. Głupie to niemiłosiernie. Strach pomyśleć, że z czegoś takiego może jeszcze powstać sequel.