Sen Kasandry
Marta Czabała
Woody Allen w wersji europejskiej. Świetna jak zawsze reżyseria, perfekcyjne zdjęcia, idealny scenariusz. Wspaniała gra aktorska. Poza miejscowymi dłużyznami, niemalże wszystko w tym filmie jest bezbłędne. Tylko jakoś cząstka duszy tęskni za Allenowskimi komediami z Nowego Jorku.
To coś takiego pomiędzy dramatem a thrillerem. Znacznie lepszym niż poprzednie europejskie produkcje Allena, Scoop i Wszystko Gra. Przede wszystkim dzięki niemalże doskonałemu scenariuszowi samego mistrza. Mało kto jest w stanie tak dobrze poprowadzić intrygę w równie ciekawy i niespodziewany sposób. Cóż, od Woodego Allena wymagamy wiele, jednak on niemalże zawsze te wymagania potrafi spełnić. I tak jest i tym razem. Na takie filmy można chodzić w ciemno.
Sen Kasandry to lekko melodramatyczny thriller o więzach rodzinnych i związaną z nimi odpowiedzialnością. Ian i Terry to bracia, którzy za sobą skoczyliby w ogień, jednak to raczej Ian musi ratować Terrego z kłopotów. Kiedy to właśnie Terry przegrywa w karty ogromną sumę pieniędzy, Ian namawia go aby o pomoc poprosić wuja milionera, który zresztą sam jest o krok od wielkich kłopotów. Obiecuję pomoc w zamian za przysługę, niemałą zresztą bo obejmującą morderstwo. I tak, coś za coś, bracia wplątują się w intrygę, której - przynajmniej jeden z nich - nie jest w stanie znieść. Dalej - jak to w Allenowskich dramatach bywa - jest już tylko groźniej i zdecydowanie nieprzewidywalnie. Tak jak trzeba.
Jedynym, bardzo małym minusem całego filmu jest zbyt powolny początkowy rozwój akcji. Nieunikniony od początku dramat występuje zdecydowanie zbyt późno, powodując małe rozdrażnienie. To taka mała dygresja bo poza tym jednak wszystko jest już wspaniałe. Wspaniały scenariusz mistrza można poznać od razu, szkoda, że tak rzadko trafiają się równie utalentowani pisarze. Gra aktorska McGregor i Farrel jest na najwyższym poziomie. Mimo mojej nieustającej miłości do Ewana McGregora, przyznam jednak, że to Farrel przewyższył swojego kolegę i zagrał tym samym najlepszą rolę w swoim życiu. To zdecydowanie właśnie jego film.
Po tym jak Woody Allen skończył kręcić w swoim ukochanym Nowym Jorku to zdecydowanie jego najlepszy obraz. Nieprzewidywalny, odpowiednio trzymający w napięciu, świetnie wyreżyserowany. Troszeczkę brakuje przed kamerą samego Allena, ale ten przywilej najwyraźniej zarezerwowany jest wyłącznie dla komedii mistrza. Nie szkodzi, poczekam. Ten film aż nadto mi to czekanie rekompensuje.