Sztuka nieteatralna
Dorota Miśkowicz
Czy we współczesnym świecie takie rzeczy też maja miejsce? Jak to?! I nikt na to nie reaguje?! Czy Islam naprawdę wymaga od swoich wyznawców składania takich ofiar? - to tylko nieliczne z pytań, jakie wywiązały się po czytaniu Ziny - najnowszej sztuki Julii Holewińskiej. Nie jest to pierwszy dramat absolwentki Wiedzy o Teatrze AT, znana jest za sprawą poprzedniego, noszącego tytuł Wodewil. Gwoli formalności, czytanie sztuki miało miejsce trzydziestego marca br. w Laboratorium Dramatu, w Warszawie.
Dramat opowiada o młodej mężatce, Habibie, oskarżonej o zdradę męża. Rzecz dzieje się w Turcji, zaś zdecydowaną większość jej bohaterów stanowią ortodoksyjni muzułmanie. Jak się okazuje, kobieta jest niewinna, mimo to miejscowi nie zamierzają jej uwierzyć. Na siłę wpychają jej rolę główną w plotce, która bardzo szybko zawładnęła całą miejscowością. Habiba nie walczy; nie stara się udowodnić, że nie dokonała zdrady. Co jakiś czas podkreślano, iż posiada ona, jako nieliczna z tamtejszych kobiet, telefon komórkowy. Automatycznie zadaje się pytanie; gdzie instynkt samozachowawczy? Jak to możliwe, by osoba, świadoma swej niewinności, nigdy nie napomknęła o tym publicznie? Zamiast studium psychologicznego bezpodstawnie oskarżonej kobiety (który, swoją drogą, można było naszkicować), Holewińska posłużyła się nigdzie niespotykanym, fikcyjnym obrazkiem ofiary, która, choć owa rola nie bardzo jej pasuje, godzi się z nią.
Holewińska stara się ukazać mechanizm plotki; jak szybko i skutecznie potrafi zawładnąć ludźmi i do czego są oni (jesteśmy?) zdolni w tegoż wyniku. Może i ludzkie, ale czy nie banalne?
Pomijając fakt, iż sztuka absolutnie nie nadaje się do wystawienia jej na scenie (m. in. różnorodność i ilość miejsc, gdzie rozgrywa się akcja czy chociażby scena ukamienowania), bardzo dobrze ukazuje wewnętrzną potrzebę społeczeństwa przeżycia swoistego katharsis. Tak naprawdę to jedyny cel oskarżenia, jakie skierowano przeciwko Habibie, choć oczywiście nikt się do tego nie przyzna.
Holewińska zdaje się bazować na Malenie G. Tornatore. Jej bohaterka, podobnie, jak tytułowa Malena jest najpiękniejszą kobietą w całym miasteczku. Także zostaje oskarżona o cudzołóstwo i, podobnież z czasem wywleczona na plac, by tubylcy zrobili z nią porządek.
Podsumowując - prosta fabuła bez drugiego dna; głosząca wyświechtane teorie. Konia z rzędem temu, kto wystawi na scenie.