Katarzyna Krenz
"Lekcja Tańca"
J. Radzik
Wydawać by się mogło, że doświadczenia Julii, młodej baletnicy, środowiskowe ciekawostki i osobisty wątek bohaterki potrafią uczynić zapiski interesujące. Świadomie używam słowa "zapiski" ponieważ to, co napisała Katarzyna Krenz nie mieści się w schemacie powieści. Jest raczej formą narracji, relacji z codziennych zajęć bohaterki, przeplatanej filozoficznymi wypowiedziami, mającymi formę listów kierowanych do Julii. Dodatkowo powodują one, że czytelnik zamiast wgłębiać się w fabułę, skazany jest na pseudo artystyczne dywagacje.
Julię poznajemy w momencie kiedy kończy szkołę baletową. Marzy o karierze, wyjeżdża na stypendium, przygotowuje swoje role. Zarówno to, jak i osobisty wątek: pierwsza miłość, własne problemy, tajemnice rodzinne, nie tylko nie wzruszają ale i nie zaciekawiają czytelnika. Emocje o których mowa są wyłącznie werbalne. Obserwacje bohaterki są stereotypowe, pozbawione autentyzmu. Jedynie w jednej scenie - kiedy Julia organizuje zajęcia dla niepełnosprawnych - budzi zainteresowanie, wydaje się być niebagatelna, ciekawa. Pozostają niespełnione oczekiwania, że bohaterka będzie patrzyła na świat ciekawymi oczami i umiała to przekazać. Wielka szkoda.
Może książka będzie interesująca dla ludzi ze środowiska artystycznego?