The International
Małgorzata Doboszyńska
Oczekiwałam znacznie więcej, w szczególności po takim reżyserze. Tymczasem, The International to jedynie nieszczególny film akcji, maksymalnie uproszczony, bez większego sensu. Można to obejrzeć ale po zakończeniu projekcji rozczarowania ukryć się nie da. Szkoda.
Na film poszłam zachęcona nie tylko nazwiskiem reżysera ale też aktorów odtwarzających główne role. W szczególności zachętą stała się - dawno przeze mnie nie widziana - Naomi Watts. To aktorka rekompensuje nawet najgorsze błędy filmowe. Niedociągnięcia tego też w większości rekompensuje, chociaż miejscami może być trudno.
Film Tykwera to taka trochę opowieść biznesowo - szpiegowska. Agent Interpolu Louis Salinger (Owen), we współpracy z przedstawicielką amerykańskiego departamentu sprawiedliwości Eleanor White (Watts) chcą doprowadzić do zamknięcia jednego ze światowych banków. Podejrzewają, nie bez powodu zresztą, że przez bank przepływa masa nielegalnych pieniędzy a jego przedstawiciele chcą brać czynny udział w kupowaniu i wysyłaniu broni do zaognionych konfliktami krajów. Spisek jest niemalże nie do pokonania, bo też biorą w nim udział przedstawiciele nawet najwyższych kręgów. I rządowych. I biznesowych. Wydaje się, że sprawa jest nie do ruszenia.
To takie coś powstałe na bazie tych najlepszych filmów szpiegowskich. Widać tutaj trochę Bourna, trochę Bonda, trochę innych filmów akcji. Tak naprawdę trudno jest wyszukać czegokolwiek oryginalnego. Średniej jakości scenariusz zmusza bohaterów do niemalże bezsensownego podróżowania po kolejnych krajach Europy, uciekania przed zabójcami, tudzież gonienia kolejnych podejrzanych. Wszystko idzie im albo zbyt łatwo albo kończy się w spektakularnych demolkach. Nawet mało rozgarnięty widz z łatwością wyłapie kilka, jeżeli nawet nie kilkanaście absurdalnie uproszczonych sytuacji, może poczuć się też zmęczony strzelaninami rozprawianymi w publicznych miejskich obiektach, takich gdzie w normalnej sytuacji w minutę zaroiłoby się od policji. Kiedy już dobrniemy do końca, ten nie będzie ani rewelacyjny ani spektakularny, co więcej - bez omówienia tego po filmie - będzie całkowicie niezrozumiały. I rozczarowujący. Szkoda.
Nawet miła dla oka i utalentowana Naomi Watts nie była w stanie zrekompensować mi kiepskiej historii i mało sensownych wydarzeń. Niechętnie oglądałam też Clivea Owena, który zbyt mocno wczuł się w swoje scenariuszowe zadanie, któremu nie starczyło jednak talentu aby zagrać prawdziwie dramatyczną rolę. Jego potargany życiowymi wydarzeniami agent wypada wyjątkowo blado. I chyba ta jedna kropla przepełniła filmową czarę goryczy. Mojego zdania nie zmieniły już ani piękne zdjęcia ani bardzo udana scenografia. Szkoda było czasu i zdecydowanie szkoda było pieniędzy.