PUSH
Małgorzata Doboszyńska
Patrzy się na to bez specjalnych emocji ale też bez szczególnej odrazy. Ot, kolejny film o walce dobra ze złem wśród osób z niemalże magicznymi zdolnościami. Taki scenariusz pozwala na niemalże wszystko, także więc tutaj oczekujmy wybuchów, spektakularnych walk i pokazów zdolności. Znacznie ważniejszych niż sama opowieść bo ta bywa miejscami okropnie zagmatwana.
Jeśli wierzyć reżyserowi filmu Paulowi McGulganowi, świat dzieli się na ludzi o paranormalnych zdolnościach i całą, znacznie spokojniej żyjącą resztę. Wśród osób paranormalnych możemy wyróżnić tych zdolnych przewidywać przyszłość, lokalizować lub ukrywać przed zdolnościami innych osoby lub przedmioty, tych obdarzonych telekinezą czy też zdolnych swoim krzykiem rozbić w proch niemalże każdą konstrukcję. Jak to na świecie bywa, nie wszyscy utalentowani są dobrzy. Część obdarzonych niezwykłymi mocami pracuje dla rządów pomagając w wytropieniu swoich pobratymców. Zwłaszcza rząd amerykański jest żywo zainteresowany testami medycznymi mającymi na celu stworzenie armii ludzi ze zdolnościami paranormalnymi. Za pomocą wszystkich dostępnych środków. I wszystko byłoby dobrze, jednak pewnego dnia z ich laboratorium ucieka jedna z "badanych", pierwsza która przeżyła działanie specyfiku. Na dodatek zabiera ze sobą próbkę "leku". W tym samym czasie, w dalekim Hong Kongu, do drzwi obdarzonego telekinezą Nicka puka nastoletnia dziewczyna. Mówi, że widziała przyszłość i że to od nich dwojga zależy nie tylko ich własne życie, ale też doprowadzenie do końca tej wojny oraz prześladowania wszystkich obdarzonych specjalnymi zdolnościami ludzi.
Uff.. Opis pewnie i długi ale filmy o zdolnościach paranormalnych trzeba ostatnio precyzować. Takie historie robią w kinie i telewizji ostatnio zawrotną karierę, pozwalają bowiem na maksymalne wykorzystanie zdolności komputerów i tego co potrafią one stworzyć. Będą więc tutaj niezliczone walki, wybuchy, strzelaniny, zbite szyby, martwe osoby no i martwe ... ryby. Na szczęście wszystko dzieje się w ogromnie ciekawej wizualnie scenografii Hong Kongu, lekko nierealnej, jednak plastycznej i dla oka wciągającej. Szalenie pięknej. Chyba tylko ona odróżnia film od reszty im podobnych.
No i oczywiście aktorzy. Push był dla mnie okazją i wielką przyjemnością do zobaczenia, dawno nie widzianej na ekranie Dakoty Fanning. Ledwie nastoletnia, aktorka osiągnęła więcej niż niejedna dorosła "gwiazda" w Hollywood. Widać gołym okiem, że już dawno nie jest dzieckiem, nie poszła jednak - tak jak wiele dziecięcych gwiazdek - w zapomnienie i jako jedna z niewielu ma szansę na dorosłą karierę.
To jednak nie tylko ona jest w tym filmie wizualną przyjemnością. Chris Evans, Djimon Hounsou czy Cliff Curtis to aktorzy znani z mniejszych ról ale tutaj w pełni wreszcie docenieni. Miło. Bardzo miło.
Oczywiście cały film niczym nas nie zaskoczy. Takie produkcje nie mają na celu zmieniania naszego światopoglądu, mają jedynie bawić i wciągać. I jeśli takie kryteria postawić Push za zadanie, spełnia się świetnie. Patrzymy na ten kalejdoskop wydarzeń z zainteresowaniem, może bez emocji, jednak z przewagą na przyjemność. I - co w dobie kryzysu jest całkiem ważne - nie żałujemy wydanych na film pieniędzy.