Żałoba... na pokaz?
Małgorzata Doboszyńska
Odwołane imprezy, zawieszone spektakle i większe spotkania. Kolejna żałoba narodowa jeszcze bardziej przykuła naszą uwagę do wydarzeń związanych z pożarem. Flagi poszły w dół. Tylko czy prawdziwym ofiarom żałoba narodowa naprawdę da jakieś pocieszenie?
Nikt nie neguje rozmiaru tragedii jaką był pożar hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Ponad 20 zabitych osób, kolejne ofiary w szpitalu, zaginieni. Na miejscu natychmiast pojawił się premier Tusk, zaraz po nim prezydent Kaczyński. Wszyscy wygłaszali standardowe teksty o współczuciu, deklarowali wsparcie finansowe, wybudowanie nowego domu. Prezydent ogłosił żałobę narodową. Po drodze poskarżył się (a jakże!), że nie dość szybko został przez urzędników rządowych poinformowany. Flagi poszły w dół, imprezy masowe zostały przełożone. I wszyscy mamy współczuć. Wyboru nie ma.
Strach myśleć, jakiemu ostracyzmowi poddani zostaną ci, którzy żałobę uznają za niepotrzebny zabieg, mający na celu jedynie przykucie uwagi do manifestujących swoją obecność polityków i ich partii. Nie chodzi o prawdziwie bezinteresowną pomoc w obliczu tragedii a jedynie o pokazanie się tam, gdzie skierowane są kamery. Gdzie media relacjonują niemalże 24 godziny na dobę. Gdzie warto składać deklaracje najczęściej bez pokrycia. Takie, o których zapomni się chwilę po tym jak ucichnie medialna wrzawa.
Dwadzieścia ofiar to bez wątpienia fakt tragiczny, czy jednak warty odwołania wszystkich masowych imprez? Odwoływania przedstawień teatralnych, występów artystów, programów rozrywkowych? Czy przez to będziemy gotowi bardziej współczuć, bardziej jednoczyć się z tymi, którzy w feralny dzień stracili wszystko? Kto czekając miesiącami na jakiś spektakl w teatrze poczuje zamiast irytacji współczucie dla ofiar pożaru? Czy naprawdę nie możemy poczuć zadumy jednocześnie oglądając swój ulubiony program? Absurd. We współczuciu nie pomogą opuszczone flagi, odwołane programy czy też puste, bezsensowne przemówienia polityków. Jestem zniesmaczona kolejnymi obietnicami i wymuszoną żałobą wtedy, kiedy niemalże codziennie ginie na drogach tyle samo osób co w Kamieniu Pomorskim. Jestem ciekawa czy politycy tak naprawdę z ofiarami rozmawiali, czy zapytali o to, co tak naprawdę jest im potrzebne. Jestem w stanie się założyć, że żałoba narodowa nie była wysoko na liście. Że w ogóle nie była.