W dolinie Elah
Marta Czabała
Jeden z najlepszych filmów antywojennych ostatnich 10 lat. Być może nawet najlepszy. Fenomenalna gra aktorska, reżyseria i niezmiernie mocne przesłanie czynią z tego filmu majstersztyk dzisiejszego kina. Takie filmy udowadniają, że sztuka kina jest wiecznie żywa.
Od bezmyślnego patrioty do realisty - Paul Haggis ostro angażuje się w antywojenną propagandę. Na finiszu amerykańskiej kampanii prezydenckiej nie próbuje być obiektywny, bez żadnych skrupułów oznajmia swoim widzom: wojna w Iraku jest bez sensu a obecni tam żołnierze sami nie wiedzą po co się tam znajdują.
Haggis do głównej roli dobrał aktora wszechstronnego, pełnego charyzmy i talentu. Tommy Lee Jones gra tutaj byłego żołnierza, sierżanta Hank Deerfielda , który pewnego dnia otrzymuje wiadomość, iż jego syn nie wrócił z przepustki do swojej bazy. Wkrótce okazuje się, że został okrutnie zamordowany. Hank z pomocą miejscowej policjantki Emily Sanders (Charlize Theron) rozpoczyna śledztwo, wspomagając się filmami, które jego syn nakręcił w na misji w Iraku. Sam zaczyna rozumieć prawdę o synu, znacznie więcej o swoim życiu i otaczającej go rzeczywistości.
Siła tego niezwykle mocnego filmu tkwi w rewelacyjnie napisanym scenariuszu, reżyserii i grze aktorskiej. Haggis postawił na sprawdzone gwiazdy, aktorów nagradzanych Oskarami, filmowe pewniaki, zarówno w zakresie poziomu gry jak i przyciągnięcia widza do kina. Wprost rewelacyjny jest Tommy Lee Jones, wychwalanie go to już dzisiaj sprawa oczywista. Zjawiskowa jak zwykle jest Charlize Theron, tutaj zmieniona i przyciemniona w swoim codziennym blasku. Theron, która już kilka lat temu udowodniła, że da zaszufladkować się do Hollywoodzkich blondynek tutaj pokazuje po raz kolejny, że posiada znacznie więcej niż tylko piękny wygląd. Ba, w tym filmie wspaniała jest - też wielka talentem - epizodyczna rola Susan Sarandon.
Duet Jones - Theron sam w sobie jest rekomendacją do oglądania tego filmu, W dolinie Elah to jednak znacznie więcej niż tylko aktorstwo. Ten film to też fenomenalne, lekko ciemne zdjęcia i idealny ruch kamery, statycznej w odpowiednich momentach, ruchomej dokładnie kiedy trzeba. To wreszcie świetny reżyser, jednocześnie zresztą scenarzysta, pewną ręką prowadzący swoich aktorów. I na końcu - jedna z najlepszych scen symbolicznych w historii kina. Mocna, przejmująca i niepowtarzalna. Chyba dla niej samej warto jest ten film zobaczyć. Oby tylko - wykorzystany w kampanii prezydenckiej - stał się tym, czym być powinien.