W skórze węża
Marta Czabała
Francuzi mają dobrą passę do filmów. Tym razem serwują kryminał pierwszorzędny, rozszerzający granice napięcia, do tego nieźle zagrany. Na dodatek według nie oklepanego kryminalnego wzoru. Kino europejskie na amerykańskim poziomie. Jest bardzo dobrze. Tłumem do kina!
Vincent jest w trakcie sprawy rozwodowej i walki o dzieci, kiedy współpracująca z nim modelka niesłusznie oskarża go o gwałt. Chwilę potem on sam staje się główną postacią bardzo kompromitującej serii zdjęć. Uwikłany w kolejne wydarzenia, nie zdaje sobie sprawy z tego iż stał się celem wyrafinowanego planu, uknutego przez osobę dawno żywiącą do niego urazę. Udając jego przyjaciela, Plender powoli wkrada się w życie Vincenta a to z kolei prowadzi do kolejnych nieprzewidzialnych konsekwencji...
Bardzo dobry, świetnie zrobiony i zagrany kryminał. Zdecydowanie bardziej kryminalny niż thrillerowy, przede wszystkim dzięki świetnemu scenariuszowi, napisanemu warto, ciekawie i płynnie. To dzięki niemu otrzymujemy opowieść niezmiernie wciągającą, szybką i nieprzewidywalną, taką trzymającą w napięciu niemalże od pierwszej i na pewno do ostatniej minuty. Kolejny raz wykazali się też francuscy aktorzy, dając popis gry i talentu. Wielkie brawa dla dwóch głównych bohaterów, wspaniałego Yvan Attala i Clovisa Cornillaca, mrocznych, niemalże teatralnych w swojej grze, przyciągających niepodzielną uwagą. To właśnie oni, oprócz scenariusza czynią z tego filmu filmową przygodę. Mocna jest też obsada drugoplanowa, z Olgą Kurylenko i Minną Haapkylä mocno wypełniającymi całą historię.
Francuzi kolejny raz pokazali filmową klasę, bo to film na miarę osławionych amerykańskich obrazów. Ba, od wielu jest nawet lepszy. Znacznie, bo nie posiada żadnych kiczowatych i nierealnych scen, nie jest naciągany. Jest po prostu dobry. Chyba jednak stanę się miłośnikiem kina francuskiego. Ja, zagorzała Amerykanistka.